Przegląd ulubionych pomadek - luty 2018

Przegląd ulubionych pomadek
Różowa, czerwona, a może borówkowa? Dzisiaj przychodzę do Was z moimi trzema top pomadkami, które mocno polubiłam w tym miesiącu. Każda jest inna - różnią się nie tylko kolorem, ale i konsystencją, jednak wszystkie trzy zachwyciły mnie podobnie. 

Trzy rzeczy, które lubię w Tobie najbardziej!

Połowa lutego już za nami, a ja w podsumowaniu roku 2017 obiecałam, że w każdym miesiącu będę dodawać przynajmniej po jednym poście z każdego działu. Dzisiaj czas na "rozmowy" Damsko - Męskie. Dowiecie się co ja i mój mąż lubimy w sobie najbardziej. Jesteście ciekawi? 

Recenzja kolorówek Eveline

Dobrze wiecie, że od kilku tygodni testuję kosmetyki Eveline. Jedne zauroczyły mnie sobą bardziej, drugie trochę mniej. Niektóre też bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, na przykład podkład Liquid Control HD i kremowy róż do policzków. Sprawdzają się po prostu genialnie, ale o tym już pisałam. Dzisiaj chcę Wam pokazać już ostatnie kolorówki, które otrzymałam w ramach testów. Dowiecie się jak się sprawdził kremowy cień do powiek i czy przekonałam się do błyszczyków. Zapraszam!

Bardzo lubię malować usta. Uważam, że jest to nieodzowny element makijażu, zwłaszcza makijażu wieczorowego. Nie wyobrażam sobie mocno wymalowanych powiek i nie wymalowanych ust. Jeśli już podkreślam jedną część twarzy to tak samo robię z resztą, tak aby make-up tworzył całość. Moimi faworytami do makijażu ust są zdecydowanie pomadki - zwłaszcza matowe. Jeśli chodzi o stosowanie błyszczyków to z reguły tego nie robię, po prostu nie przepadam za ich formą. Są klejące i według mnie nie dają takiego efektu jaki bym oczekiwała.
Błyszczyk All in One Eveline kusi mnie jedynie opakowaniem. Jest ono bardzo eleganckie i daje wrażenie drogiego. Przeźroczysty pojemnik pozwala na sprawdzenie koloru produktu, a złote dodatki dodają szykowności. Co do zawartości jest ona taka sama jak w przypadku innych błyszczyków. Produkt jest gęsty, lepki, ale za to przyjemnie pachnie.
Niestety dalej nie przekonałam się do błyszczyków, jednak myślę, że powodem jest zdecydowanie moje nastawienie. Osobom, które lubię tego typu produkty serdecznie go polecam. Jest całkiem niedrogi i nadaje delikatnego koloru oraz połysku ustom

Ostatnio mocny makijaż oczu to moja weekendowa codzienność. Nawet mój mąż się już przyzwyczaił, że praktycznie w każdą sobotę i niedzielę, zamykam się w pokoju i próbuję stworzyć coś innego, coś wyrazistego. Przez ostatnie dwa tygodnie "uderzałam" w odcienie różu. Pewnie dlatego, że ten kolor kojarzy mi się z Walentynkami. Miałam jednak też przyjemność wypróbować metaliczny cień do powiek w płynie od Eveline. Wcześniej chyba tylko raz używałam takiego produktu, ale nie sprawdził się dobrze, a więc nie kupowałam nowych. Cień który prezentuję Wam powyżej sprawdził się znacznie lepiej. Jest on dobrym produktem do wykonania szybkiego makijażu oka.

Opakowanie i aplikator - cień mieści się w bardzo podobnym opakowaniu co błyszczyk All in One. W zasadzie różni się jedynie tym, że cień ma dodatkowe zdobienie w postaci oka. Całość wygląda gustownie, a co najważniejsze opakowanie jest praktyczne. Cień aplikujemy za pomocą małej gąbeczki co jest wygodne i szybkie.
Pigmentacja i aplikacja - pigmentacja produktu jest dość dobra, ale nie ma też "efektu wow". Aby uzyskać wymarzony efekt należy nałożyć dwie warstwy kosmetyku. Jednak szybka aplikacja wynagradza nam wszytko. Cień bardzo szybko zastyga dlatego trzeba uważać, żeby rozprowadzić go równomiernie.
Podsumowując - cień w płynie Metallic to idealny produkt na co dzień. Szybko się go aplikuje i wygląda dobrze na powiece. Nie jest on jednak moim ulubieńcem, zdecydowanie wolę standardowe, sypkie cienie. 

Z wszystkich czterech kosmetyków, które Wam dzisiaj pokazuję korektor Ideal Cover Full HD jest moim faworytem. Przeznaczeniem tego produktu jest krycie niedoskonałości, ja jednak stosuję go do podkreślania łuku brwiowego gdzie sprawdza się rewelacyjnie. Cienkie zakończenie kredki pozwala na precyzyjne wykończenie i podkreślenie makijażu brwi. Niestety korektor nie nadaje się do maskowania niedoskonałości, gdyż jest zbyt mały i słabo kryje. 

4. Krem CCC, cena: około 16 zł 
Jest to mój pierwszy tego typu podkład. Nigdy nie sięgałam po kremy CC. Jak moje wrażenia? 
Krem mieści się w plastykowej, giętkiej tubie z nakrętką. Nie lubię tego typu opakowań, gdyż nie widać ile produktu znajduję się w środku. Wydaje mi się też, że aplikacja w tej formie jest o wiele trudniejsza. Krem jest biały, ma w sobie delikatne drobinki, które po roztarciu nabierają wygląd podkładu. Jeśli chodzi o odcień otrzymałam numer 51 czyli naturalny. Dla mnie niestety jest ciut za ciemny, dlatego po aplikacji muszę dodatkowo nakładać bardzo jasny puder. Według mnie kosmetyk nakłada się dość ciężko (na początku aplikacja jest łatwa tak jak w przypadku kremu, po zmieszaniu drobinek ciężko się go rozciera). Krem ma słabe krycie, nie zakrywa niedoskonałości, wyrównuje jedynie koloryt, najlepiej nakłada się go za pomocą opuszków placów. Kosmetyk natomiast dostaje duży plus za zapach - jest on delikatny i przyjemny
Niestety krem CC nie utrzymuje się zbyt długo na twarzy, dlatego nie polecam go do stosowania na cały dzień. Jednak fajnie sprawdzi się gdy potrzebujemy lekkiego krycia. 

Z wszystkich kosmetyków, które dostałam do testów od marki Eveline, te cztery wypadły chyba  najsłabiej. Bardzo zawiodłam się na metalicznym cieniu do powiek. Myślałam, że sprawdzi się zdecydowanie lepiej.

Napiszcie czy znacie te kosmetyki.

Do następnego! 

Recenzja gry planszowej Kariera polityczna

Dzisiaj mam dla Was kolejną, już ostatnią recenzję gry planszowej z rysunkami Andrzeja Mleczki. Tym razem będzie coś dla fanatyków polityki, czyli Kariera Polityczna. Nie wiem jak to się dzieje, ale praktycznie każde spotkanie rodzinne kończy się rozmową na temat polityki. Chyba to nie jest dobry temat na takie imprezy, gdyż często prowadzi do kłótni. Jeśli już obowiązkowo musimy o tym rozmawiać, zróbmy z tego dobrą zabawę, grając w planszówkę, której motywem przewodnim jest właśnie polityka.
Wygląd gry i opakowania jest standardowy dla wszystkich gier MDR. Również i w tej grze mamy przezabawne ilustracje i teksty. Całość jest solidnie i ładnie wykonana. Jedynym minusem jest to, że karty są śliskie i ciężko jest je podnieść ze stołu (zauważyłam, że przeszkadza to praktycznie każdem graczowi).

W pudełku znajdziemy następujące elementy gry: instrukcję, plansze, 8 pionków do wyboru, 4 legitymacje partyjne, 32 żetony młodzieżówka, 8 dużych żetonów poparcie, 12 dużych żetonów euro, 60 małych żetonów euro, 63 małych żetonów poparcie, 50 kart Ślepy Los, 50 kart Pytanie, 36 kart Debata, 36 kart Debata-odpowiedzi, kostka numeryczna, kostka czerwono-czarna.
Opis poszczególnych kart i  elementów gry:
Legitymacja partii - przypisana jest do danego pionka i pokazuje nam co musimy zdobyć, aby wygrać grę.
Żetony młodzieżówka - możemy je ustawiać na dowolnym polu planszy. Koszt ustawienia żetonu to 200 Euro. Ustawiony raz na planszy zostaje tam do końca rozgrywki. Gdy przeciwnik stanie na polu z żetonem młodzieżówka, musi Ci zapłacić 100 Euro. Jeśli sam staniesz na tym polu, dostajesz 100 Euro z banku.
Małe żetony poparcia - 10 takich żetonów można wymienić na duży żeton poparcia, które musimy zbierać aby ukończyć grę.
Mały żeton Euro - 10 takich żetonów można wymienić na duży żeton Euro, które musimy zbierać aby ukończyć grę.

Pole Ślepy Los - gdy gracz stanie na tym polu, ciągnie kartę z talii Ślepy Los i odczytuje ją. W konsekwencji otrzymuje lub traci poparcie/pieniądze, w zależności od tego co zapisane jest na karcie. W talii kart Ślepy Los znajdują się dodatkowo karty specjalne: CBA, To nie ja - to on i Słupek Poparcia. Jeśli wyciągniemy taką kartę, nie pokazujemy jej przeciwnikom, tylko używamy w dogodnym dla siebie momencie.
1. CBA - tą kartę używamy w momencie, gdy inny gracz chce wziąć łapówkę z Pola Łapówka, które znajduje się na planszy. Pieniądze z łapówki trafiają do osoby, która użyła karty CBA.
2. To nie ja - to on - tą kartą możemy obronić się przed CBA, zganiając "winę" na innego gracza. Wskazany gracz stoi kolejkę.
3. Słupek poparcia - karta dodatkowego poparcia podczas debaty.

Pole pytanie - gracz rzuca kostką czerwono-czarną. W zależności od tego jaki kolor wypadnie takie otrzymuje pytanie. Czerwone pytania są trudniejsze od czarnych, tym samy za czerwone pytania otrzymujemy więcej żetonów poparcia.
Pole debata - gracz ciągnie z talii Kartę Debata, wybiera przeciwnika, odczytuje pytanie i wyraża swoje poglądy polityczne za pomocą kart odpowiedzi. Debatę wygrywa gracz, który ma większą przychylność wyborców (podczas tej rywalizacji można wspomóc sobie kartą słupek poparcia).
Pole łapówka - gracz pobiera z banku łapówkę w wysokości 500 Euro (podczas tej rywalizacji można użyć karty CBA).
Pole kilometrówka - gracz dostaję zwrot pieniędzy wydatki związane z wyjazdem służbowym (200 Euro).
Pole delegacja - gracz dostaję zwrot pieniędzy za delegację (400 Euro).
Pole ruletka - gracz, który stanie na tym polu musi obstawić kolor czerwony lub czarny, deklarując kwotę zakładu. Maksymalna kwota to 300 Euro. Gracz rzuca kością i w zależności od tego jaki kolor wypadnie, traci lub otrzymuję kwotę zakładu.
Polę chwiejny elektorat - kracz typuje kolor i rzuca kością. Jeśli wypadnie wytypowany kolor - gracz otrzymuje 2 żetony poparcia, jeśli wypadnie inny kolor - gracz traci 1 żeton poparcia.
Pole wykrywacz kłamstw - gracz typuje kolor i rzuca kością.  Jeśli wypadnie wytypowany kolor - gracz otrzymuje 1 żeton poparcia. Jeśli wypadnie inny kolor - gracz traci kolejkę.

Przebieg gry:
Celem gry jest zdobycie 2 dużych żetonów poparcia i 3 dużych żetonów Euro. Grę zaczyna osoba, która jest najszczuplejsza. Rzucamy kostką, przesuwamy się o wskazaną liczbę oczek i wykonujemy działania przypisane do pola.
Gra przeznaczona jest dla 2 - 4 osób. 
Kariera Polityczna to kolejna gra, przy której można fajnie spędzić wieczór z rodziną. Według mnie, jest ona najlepiej dopracowana ze wszystkich czterech tytułów, które miałam przyjemność testować. Przy okazji można również zrobić sobie mały sprawdzian z wiedzy o społeczeństwie.

Do następnego!

_____________________________________
Szkoda komunikacyjna może zdarzyć się każdemu. Korzystając z pomocy profesjonalistów możemy uniknąć długiego postępowania odszkodowawczego lub zaniżonej kwoty odszkodowania za szkodę.

Zimowa stylizacja z delikatnym akcentem na wiosnę

Pogoda za oknem ostatnio nas rozpieszcza pięknym słoneczkiem, oby utrzymała się tak przez długi czas. Dzisiaj przygotowałam dla Was zimową stylizację, do której dołączyłam delikatny, wiosenny akcent w postaci czarnej torebki z kwiatem. Całość to sztruksowa kurtka z białym misiem, ciemna bluzka, jeansy i długie kozaki. Stylizacja ta nie jest odpowiednia na zimne, śnieżne dni, ale jest idealna na przejściowy sezon zimowo-wiosenny, który coraz szybciej się zbliża. Mam nadzieję, że taki look przypadnie Wam do gustu. Dajcie znać w komentarzach. Zostawiam Was ze zdjęciami i życzę wspaniałego weekendu. 
Kurtka - Zaful
Torebka - Zaful

Do następnego! 

Intensywne zapachy od Dermacol

Parę tygodni temu na spotkaniu blogerek w Ostrowcu Świętokrzyskim otrzymałam dużą "torbę" skarbów kosmetycznych od marki Dermacol. Muszę przyznać, że wcześniej tą firmę znałam jedynie ze słyszenia, ale nigdy nie miałam żadnego kosmetyku od nich, a szkoda. Produkty okazały się być świetne, zwłaszcza fluid i żel pod prysznic, o którym również dzisiaj napisze. Mam nadzieję, że czas mi na to pozwoli i uda mi się opisać każdy z produktów który otrzymałam, bo jestem nimi po porostu zachwycona. Dzisiaj chcę Wam pokazać 3 kosmetyki, które są ze sobą w pewien sposób połączone. Jak? O tym poniżej. 

Opakowanie: żel mieści się w 250 ml, miękkiej tubie z wygodnym zamknięciem na zatrzask. Całość jest solidnie wykonana i nie ma tu mowy o wylewaniu się produktu. Szata graficzna jest dość kolorowa, jednak nie przesadzona - różowa butelka z grafiką owoców. Na tubie znajdują się podstawowe informacje, jednak nie są one przetłumaczone na język polski (to samo dotyczy innych produktów). Mi to akurat nie przeszkadza, ale na pewno dla nie których osób może być to problem.  
Zapach i konsystencja: zapach jest bardzo "apetyczny" i przypomina mi musujący napój winogronowy Vinea, który zawsze kupujemy będąc na Słowacji (jakiś czas temu był on dostępny w Lidlu - szkoda, że już go nie ma:). Osoby, które nie przepadają za intensywnymi aromatami mogą mieć problem z tym produktem, jest on silny i bardzo słodki. Dla mnie idealny po ciężkim dniu. Konsystencja produktu jest gęsta, dzięki czemu żel fantastycznie się pieni. 
Efekty po zastosowaniu: żel dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, za to pozostawia odżywioną i zmiękczoną. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest to, że zapach pozostaje na skórze naprawdę długo. Nawet po użyciu balsamu wyczuwalna jest nutka winogrona.   

OLEJEK DO MASAŻU
Opakowanie: olejek znajduje się w wygodnym, 50 ml, szklanym opakowaniu z pompką, dzięki czemu jego aplikacja jest prosta. Całość dodatkowo zapakowana jest w małym kartoniku, który jest w identycznej kolorystyce co żel pod prysznic, o którym wspominałam powyżej.
Zapach i konsystencja: o zapachu chyba już nie muszę wspominać, gdyż jest to produkt z tej samej serii co żel pod prysznic, a więc oba pachną tak samo uroczo. Co do konsystencji nie trudno jest się domyśleć, że jest ona oleista. W przeciwieństwie do innych olejków, ten bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości na skórze.
Działanie: olejek Aroma Ritual przeznaczony jest do masażu ciała. Sama używam go po kąpieli zamiast balsamu do ciała. Według mnie świetnie sprawdza się również do dłoni, a czasem nawet do twarzy. Po aplikacji skóra jest nawilżona, odprężona i gładka. Zastanawiam się jeszcze czy nie wypróbuję go do włosów, jako zabezpieczenie zniszczonych końcówek. Jeśli to zrobię, z pewnością dam znać na Instagramie jak się sprawdził.

KREM DO RĄK

Zapach: zapach oczarował mnie równie bardzo jak w przypadku olejku i żelu pod prysznic. Jest intensywny, słodki, naturalny - dla mnie po prostu fenomenalny. Przypomina mi wiśniowy sok. 
Wydajność: krem do rąk schodzi u mnie "tonami", smaruję dłonie praktycznie po każdym ich myciu, dlatego dla mnie dość istotna jest wydajność. W tym przypadku nie mogę powiedzieć, że jest rewelacyjne, ale też nie jest źle. Za około 10 zł dostajemy 100 ml kremu, który wystarcza na około miesiąc. 
Działanie i konsystencja: krem ma bardzo przyjemną, lekką konsystencję, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na dłoniach. Sprawdza się w praktycznie każdej sytuacji, radząc sobie z najbardziej przesuszoną skórą. Po zastosowaniu skóra jest delikatna i miła w dotyku. 

Domyślacie się już co łączy te trzy kosmetyki? Oczywiście, że niesamowity zapach, który utrzymuje się przez długi czas na skórze. Dajcie znać czy znacie produkty.

Do następnego!

Przegląd wiosennego obuwia


Jakie buty wybrać na wiosnę?
W garderobie każdej kobiety obowiązkowo powinny znaleźć się trzy rzeczy: płaszcz, "mała czarna" i buty na wysokim obcasie (najlepiej w klasycznym czarnym lub czerwonym kolorze). Są to takie części stroju, które pasują niemalże do wszystkiego i sprawdzają się podczas niejednej okazji. Ponadto są bardzo kobiece i dodają pewności siebie. Zgadzacie się?

Mój Walentynkowy makijaż

Podkład LIQUID CONTROL HD
Obchodzicie Walentynki? Mam nadzieję, że przez cały rok(!), a 14 luty to jedynie pretekst do zjedzenia wspólnej kolacji czy wypadku do kina. My w tym roku przełożyliśmy sobie świętowanie o kilka dni wcześniej, a więc jesteśmy już po romantycznej kolacji. Myślę, że wiele osób zrobiło podobnie :)

Czerwone pomadki Eveline (swatche)

Aqua Metallic, EVELINE
Każda z nas ma swój ulubiony kolor pomadki. U mnie wybór zazwyczaj pada na różnego rodzaju róże (od tych najbardziej delikatnych po wyraziste). Pewnie dlatego, że w tym kolorze czuję się zdecydowanie najlepiej. Ostatnio jednak moja kolekcja pomadek poszerzyła się o kilka mocnych i intensywnych czerwieni...

Miętowy płaszczyk i czarne dodatki

Macie już dość tej ponurej pogody? Ja bardzo. Zaczyna mnie już to trochę irytować. Znudził mi się deszcz przeplatany z mocnym wiatrem. Z miłą chęcią poczułabym powiew wiosny. Już nie mogę się doczekać, aż zaczną kwitnąć kwiaty, a słoneczko będzie pokazywać się nam coraz częściej. Nie wiem jak Wy, ale ja wiosną dostaję dużego "powera" do działania. Mam wtedy mnóstwo nowych pomysłów i wszystko przychodzi mi dużo łatwiej. Też tak macie? 

Z racji tego, że ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza postanowiłam pokazać Wam stylizację inspirowaną właśnie wiosennymi kolorami. Może chociaż trochę uda mi się przywołać wiosnę...

Wspominałam Wam, że uwielbiam płaszcze? Na pewno. Mówię o tym przy prawie każdej okazji. Dla mnie płaszcze są mega wygodne, a przy tym wyglądają bardzo elegancko. Najlepsze jest to, że można je zakładać zarówno do oficjalnej jak i codziennej stylizacji. Pasują do szpilek, botków, a nawet do trampek. Idealnie komponują się razem z sukienkami, spódnicami czy jeansami. Według mnie to obowiązkowa pozycja w szafie każdej kobiety.
Ja dzisiaj pokażę Wam prześliczny miętowy płaszczyk marki Molly, który udało mi się połączyć z modną sukienką typu "mała czarna", ciemnymi rajstopami i klasycznymi szpilkami. Do całości dobrałam dodatki w kolorach srebra i złota - odkąd wyszłam za mąż i noszę obrączkę uwielbiam to połączenie. Kiedyś unikałam złotej biżuterii i zdobień w tym odcieniu, natomiast teraz to dla mnie prawie codzienność. Tak na prawdę nawet bardzo mi się to podoba. 

Czarne sukienki, podobne do tej którą Wam pokazuję mają to do siebie, że pasują niemalże do wszystkiego. W zasadzie ratują nas w każdej kryzysowej sytuacji (spotkanie, przyjęcie, randka), a przy okazji wyglądają naprawdę dobrze: wyszczuplają i eksponują nasze atuty. Świadczy to o tym, że klasyka jak zwykle sprawdza się najlepiej. To samo można by rzec o czarnych szpilkach, które są idealne do jeansów, spódnicy czy nawet balowej sukni. Czasem proste rozwiązania są najlepsze. Jestem bardzo ciekawa czy całość przypadnie Wam do gustu. Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami i jak zwykle życzę wspaniałego weekendu. 
Do następnego! 

Recenzja kosmetyków mineralnych Lily Lolo

Jak Wasze samopoczucie? Cieszycie się, że mamy już piąteczek? Ja bardzo! Już nie mogłam się go doczekać. Chociaż weekend zapowiada się dość intensywnie, cieszę się, że odpocznę chociaż trochę.
Dzisiaj mam dla Was recenzję dwóch kosmetyków marki Lily Lolo. Dobrze wiecie, że lubię minerałki, ale jak wypadną tym razem? Przeczytacie o tym poniżej.

Opakowanie: zestaw do brwi znajduje się w malutkim kompakcie, dzielonym na dwie części: cień i wosk. W środku mieści się również niewielkie lusterko, ale tak naprawdę jeszcze z niego nie korzystałam i pewnie nie skorzystam. Według mnie jest ono zbędne, ale fajnie wygląda i jest małym urokliwym dodatkiem. Całość zapakowana jest w tekturowym, charakterystycznym dla marki, opakowaniu. Podoba mi się to, że kosmetyk jest podręczny i zajmuje mało miejsca w kosmetyczne.

Konsystencja i kolor: tak jak już wspominałam, produkt dzielony jest na dwie części. Cień jest mocno zbity, a przy tym nie za suchy, dzięki czemu praktycznie w ogóle się nie sypie. Jeśli chodzi o kolor to mamy do wyboru trzy wersje: light, medium oraz dark. Ja wybrałam tą drugą. Niestety wydaje mi się za ciemna do moich brwi, dlatego przy nakładaniu muszę bardzo dokładnie rozetrzeć cień. Nie przeszkadza mi to, ale wydłuża czas wykonania makijażu (mała rada - uważnie dobierajcie odcienie). Natomiast wosk ma kolor beżowy i jest bardzo trwały. Gdy nałożę go na brwi nie mam problemu z wystającymi włoskami praktycznie przez cały dzień. Jego konsystencja jest dość twarda, ale nie ma problemu z jego rozprowadzaniem.

Efekt i wydajność: mimo, iż wybrałam dość ciemną wersję, jestem bardzo zadowolona z efektu jaki uzyskuję malując brwi właśnie tym duetem. Makijaż jest trwały, a brwi nie wywijają się w różne strony. Dodatkowo produkt jest tak wydajny, że spokojnie będę z niego korzystać przez kilka miesięcy. Jeśli jesteście ciekawi jak kosmetyk prezentuje się na brwiach, wejdźcie na mój Instagram - na kilku ostatnich zdjęciach do makijażu brwi użyłam właśnie jego.

Opakowanie: konturówka Lily Lolo trafia do nas w minimalistycznym opakowaniu, na którym zawarte są wszystkie informacje na temat produktu. Kredka jest drewniana, czyli jak się domyślacie wymaga temperowania (nie lubię tego!). Na szczęście nie zapycha temperówki, bo wtedy bym się już "załamała" :).

Konsystencja i kolor: konturówka ma bardzo delikatną konsystencję, mimo to ciężko nakłada się ją na usta. Niestety potrzebna jest precyzja i dokładność, żeby nie zostawić widocznych prześwitów.
Kolor Ruby Red nie jest typowym odcieniem intensywnej czerwieni. Według mnie jest bardziej stonowany, delikatny i subtelny. 

Wydajność: z drewnianymi kredkami zawsze mam tak samo - jak tylko czubek się stępi, łapię za temperówkę. Przez to wydajność konturówki jest mała (ale może tylko ja tak mam:).

Podsumowując: ogólnie konturówka sprawdza się dobrze. Mimo kilku wad jestem z niej zadowolona i często po nią sięgam, tym bardziej, że mogę ją mieszać z różnymi odcieniami czerwieni. 
Wiem, ze wśród osób czytających mojego bloga, znajduje się wiele zwolenniczek kosmetyków mineralnych, dlatego z miłą chęcią przeczytam wasze opinie na ich temat. Jestem ciekawa czy miałyście któryś z tych produktów i jak się u Was sprawdził.

Do następnego! 

instagram @dyedblonde