Mleczko do demakijażu Hydraline - Dermena

Mleczko do demakijażu Hydraline - Dermena

Pod koniec grudnia na blogu dodałam wpis na temat porannej pielęgnacji z Dermeną. Zestaw Hydraline, który Wam pokazywałam fantastycznie sprawdzał się zarówno rano po przebudzeniu, jak również w ciągu dnia. Brakowało mi w nim jedynie czegoś, co by dokładnie zmyło makijaż, szczególnie po pracy. Nie lubię chodzić cały dzień w makijażu - 8 godzin to dla mnie męczarnia :). Dlatego najczęściej po powrocie do domu robię demakijaż i nakładam ponownie krem (mocno nawilżający). Do demakijażu używam z reguły płynu micelarnego lub po prostu żelu do mycia twarzy. Ostatnio jednak do mojego zestawu z Dermeny dołączyło mleczko Hydraline. Nie przepadam za taką formą demakijażu, ale marka Dermena zawsze miło mnie zaskakuje, więc od razu zaczęłam testy.

Dermena HYDRALINE to innowacyjna linia stworzona na bazie molekuły Regen7, która w połączeniu z innymi aktywnymi składnikami znacząco poprawia stan i wygląd naszej suchej i odwodnionej skóry. Produkty z tej serii zapobiegają utracie wody, regenerują i wzmacniają skórę.

Mleczko mieści się w plastikowej, 200 ml butelce, na której znajdują się najpotrzebniejsze informacje: skład, przeznaczenie, sposób użycia. Szata graficzna opakowania, typowa dla produktów Dermeny, biało-niebieska. Konsystencja produktu jest gęsta, ale łatwo rozprowadza się po skórze. Niestety mleczko jest dość mało wydajne. Aby zmyć cały makijaż potrzeba użyć dużą ilość produktu. Jednakże, kosmetyk bardzo dobrze radzi sobie z zanieczyszczeniami, jest delikatny, fantastycznie odświeża i nawilża skórę, za co duży plus. Mimo, iż produkt nie jest wydajny bardzo go sobie cenię. Mało które produkty do demakijażu dają sobie tak dobrze radę z oczyszczeniem skóry!

Jak stosować mleczko do demakijażu Hydraline? 
Niewielką ilość produktu za pomocą płatka kosmetycznego należy nanieść na skórę i delikatnie przecierać, aż w całości usuniemy makijaż i zanieczyszczenia powstałe w ciągu dnia.
Resztki makijażu usuwam za pomocą kremowej emulsji z tej samej serii Hydraline o którym pisałam tutaj. Cały zestaw świetne pielęgnuję suchą, odwodnioną, a tym samym zmęczoną cerę. Po aplikacji moja skóra jest świeża, promienna i bardzo delikatna.

Napiszcie w komentarzach czy znacie mleczko z Dermeny i jak się u Was sprawdza. Jestem też ciekawa jakich produktów używacie do demakijażu. 


Jeśli chcecie zobaczyć jakie jeszcze produkty marki Dermena polecam,  zapraszam do przeczytania poniższych recenzji: 

Do następnego! 
Czym czyścić pędzle i Beauty Blender? LOVENUE

Czym czyścić pędzle i Beauty Blender? LOVENUE

Weekend, weekend i po weekendzie... Ten i przyszły tydzień będzie dla mnie ciężki, ale nie ma się co załamywać - wkrótce maj i długo wyczekiwany urlop. A Wy, planujecie coś na majówkę? Wypad w góry czy inne miejsce? Podzielcie się pomysłami.

Dzisiaj postanowiłam, że napiszę parę słów na temat czyszczenia pędzli oraz Beauty Blendera. W końcu ich pielęgnacja jest bardzo istotna. Jeśli chcemy by nasze pędzle, których używamy na co dzień były w dobrej kondycji, oraz zależy nam na ich wytrzymałości musimy o nie odpowiednio dbać. To jak je pielęgnujemy wpływa również na stan naszej skóry. Przecież pędzle oraz gąbki zbierają w sobie masę zanieczyszczeń i zarazków. Dlatego, aby odpowiednio dbać o naszą cerę musimy odpowiednio dbać o pędzle. Proste :)
Jeszcze nie tak dawno moja pielęgnacja akcesoriów do makijażu kończyła się na wrzuceniu ich do wody z mydłem lub szamponem i namaczaniu. Wiem, że był to raczej kiepski sposób. Same kosmetyki ciężko schodziły pod wpływem mydła, dlatego zawsze na pędzlach pozostawały mi resztki, na przykład podkładu czy pudru. Od pewnego czasu do pielęgnacji pędzli i blenderów stosuję specjalny płyn od LOVENUE, który według mnie sprawdza się rewelacyjnie.

Purelove to pomarańczowy płyn o wodnistej konsystencji i delikatnym zapachu, którego zadaniem jest mycie oraz dezynfekcja pędzli i blenderów. Używać możemy go na dwa sposoby. Pierwszy: na chusteczkę higieniczną wlewamy odrobinę płynu i wcieramy go w pędzle, następnie całość spłukujemy pod bieżącą wodą. Drugi sposób: na mokry pędzel nakładamy odrobinę płynu i wcieramy, po czym spłukujemy wodą. Ja preferuję drugą metodę. Jest zdecydowanie szybsza i według mnie dokładniejsza. Co do Beauty Blendera, myję go w podobny sposób.

Niektórzy pewnie powiedzą, że taki płyn to zbędny wydatek. Ja już tak nie uważam. W końcu moje pędzle są czyściutkie i dobrze zdezynfekowane. Żadnym szamponem, ani mydłem nie jesteśmy w stanie uzyskać takiego efektu! Płyn Purelove spełnił moje oczekiwania w 100%. Jestem bardzo zadowolona z jego działania i jak najbardziej go polecam, tym bardziej, że jest bardzo wydajny - 100 ml wystarcza na kilkanaście myć.
Jak często czyścić pędzle i blender?
Najbardziej odpowiednie byłoby czyszczenie po każdym użyciu, jednak nie wiem czy każdy ma na to czas i czy zawsze o tym pamiętamy. Dlatego dobrze jest wyznaczyć sobie jeden lub dwa dni w tygodniu i poświęcić 15 minut na ich pielęgnację. Jeśli chodzi o Beauty Blender to obowiązkowo myjemy go po każdej aplikacji. Nie wiem czy wiecie, ale gąbki zbierają najwięcej zarazków i bakterii, dlatego myjemy i dezynfekujemy :).
 
Napiszcie w komentarzach jak Wy dbacie o swoje akcesoria do makijażu.

Do następnego!
Niebieski płaszcz w wersji na sportowo

Niebieski płaszcz w wersji na sportowo

Jak Wam mija weekend? Na odpoczynku czy bardziej aktywnie? Słoneczko tak pięknie świeci, że szkoda było by tego nie wykorzystać. Dlatego dzisiaj z mężem postanowiliśmy otworzyć sezon rowerowy i przejechaliśmy kilka kilometrów. Jak na pierwszy raz po tak długiej przerwie to całkiem nieźle poszło. 

Ostatnio bardzo przepadam za sportowymi stylizacjami z nutką elegancji i coraz częściej do płaszcza zakładam tenisówki. Uważam, że taki look jest mega wygodny, a do tego fajnie się prezentuje. Tak więc dzisiaj mam coś właśnie w tym stylu. Czarny top połączony z ołówkową, sportową spódnicą, do tego białe tenisówki, a żeby nie było nudno do całości dobrałam niebieski płaszcz, który jest idealny na wiosenną porę roku. Jestem ciekawa jak całość się Wam podoba. Piszcie w komentarzach,  a ja tymczasem życzę Wam miłego popołudnia. 
Bluzka - Zaful
Spódnica - Sinsay 
Buty - Bonprix

Do następnego! 
Stylizacja włosów z kosmetykami Joanna, STYLING EFFECT

Stylizacja włosów z kosmetykami Joanna, STYLING EFFECT

Nie wiem czy już Wam wspominałam, jednak trzy miesiące temu postanowiłam, że będę zapuszczać włosy. Póki co daję radę i nie kusi mnie ich ścięcie. Oczywiście podczas każdej wizyty u fryzjerki delikatnie podcinam końcówki, ale nic więcej. Ciekawe tylko jak długo wytrzymam. Pewnie zapuszczę je poniżej ramion, a później znów będę myślała o cieniowaniu czy innej fryzurce:).

Kilka tygodni temu dotarła do mnie przesyłka z dwoma kosmetykami do stylizacji włosów marki Joanna. Musze przyznać, że wcześniej układanie moich włosów kończyło się jedynie na lakierze i to tylko w sytuacjach, kiedy to chciałam aby fryzura utrzymała się dłużej. Nie pamiętam kiedy sama z własnej woli użyłam produktów do stylizacji włosów, fajnie jednak jest czasem podkreślić niesforne loki czy delikatne fale. Dlatego warto, aby w kosmetyczne znalazło się również miejsce dla takich kosmetyków.

Pasta matująca konsystencją bardzo przypomina mi gumę do stylizacji włosów. Jest dość twarda, lepka i delikatnie się ciągnie. Kolor to jasny beż, który po aplikacji nie jest widoczny na włosach. Zapach jest przyjemny, charakterystyczny dla kosmetyków z salonu fryzjerskiego. Nie gryzie w nos i szybko się ulatnia. Opakowanie produktu jest dość proste. Czarne z dodatkiem pomarańczowej etykiety, na której znajdziemy podstawie informacje potrzebne do aplikacji.
Zadaniem pasty Styling Effect jest nadanie włosom matowego efektu, elastycznej tekstury i utrwalenie ich. Jak jest? Kosmetyk stosuję tylko wtedy, gdy nie prostuję włosów, a więc gdy chce by włosy odpoczęły od suszarki i prostnicy. Wówczas na mokre kosmyki nakładam niewielką ilość pasty, która fajnie rozprowadza się po włosach nie lepiąc ich. Po aplikacji moje włosy są  sprężyste i ładnie się prezentują. Wyglądają świeżo i naturalnie przez cały dzień.

Pastę matującą polecam osobom z kręconymi, puszystymi lub falowanymi włosami. Jest idealna do podkreślenia ich struktury. Produkt nie obciąża i nie skleja włosów.

Mgła stylizująca - pierwszy raz spotykam się z taką nazwą. Nie jest to jednak nic innego jak mgiełka, która ma za zadanie utrwalić fryzurę. Z tego typu kosmetykami miałam często do czynienia, są one delikatniejsze niż lakier i działają podobnie.
Produkt mieści się w plastikowej, przeźroczystej buteleczce z wygodnym dozownikiem, który rozpyla płyn równomiernie na włosach. Opakowanie jest minimalistyczne i podręczne. Zapach mgiełki podobnie jak w przypadku pasty jest przyjemny i delikatny.
Mgła idealnie sprawdza się do trudnych w ułożeniu, niesfornych włosów. Efekt jaki uzyskujemy po jej aplikacji to wygładzona i utrwalona fryzura, która utrzymuje się do paru godzin dłużej niż zwykle. Uprzedzam jednak, że nie należy przesadzać z ilością aplikacji, gdyż ten kosmetyk lubi sklejać włosy.
Mimo, iż jestem zwolenniczką prostych włosów, od czasu do czasu lubię dać im odpocząć i chodzę w swoich naturalnych, niesfornych falach. Dlatego w takiej sytuacji takie produkty jak pasta czy mgiełka do stylizacji mogą być zbawienne dla fryzury.  

Napiszcie czy znacie te produkty i jak podkreślacie swoje naturalne włosy.

Do następnego! 
Wishlist Dresslily

Wishlist Dresslily


Sukienki znajdziesz - tutaj (Dresslily)
 Stroje kąpielowe znajdziesz - tutaj (Dresslily)
 Kombinezony znjadziesz - tutaj (Dresslily)
Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger