Komplementy dla niej i dla niego

Często mówi się, że kobiety nie potrafią przyjmować komplementów od mężczyzn i że każde miłe słowo wypowiedziane przez partnera kończy się pytaniem "Co dzisiaj nabroiłeś?". W rzeczywistości uwielbiają te wszystkie słodkości, ale tylko wtedy gdy są one szczere i nie czuć w nich sarkazmu. Tak więc Panowie, najważniejsze by znaleźć odpowiedni moment i w odpowiedni sposób je wypowiedzieć! Ale czy tylko kobiety lubią komplementy? Czy mężczyźni również „łaszą się” na nie? Dzisiaj dowiecie się jak to jest z naszego punktu widzenia i jakie komplementy lubimy najbardziej. Ciekawi? Zapraszamy!

Kosmetyki kolorowe warte zainteresowania

Na moim blogu póki co nie znajdziecie postów typu "ulubieńcy miesiąca" czy "projekt denko", ale dzisiaj postanowiłam, że pokaże Wam 4 kosmetyki kolorowe, które moim zdaniem są nie drogie, a warte zainteresowania. Kosmetyki, które są łatwo dostępne i cieszą się powodzeniem wśród wielu młodych dziewczyn. Zaczynamy? 

Róż prasowany CITY FUN modeluje rysy twarzy, dodaje kolorytu, odmładza i upiększa. Jest niezbędnym elementem makijażu, ale należy go stosować z umiarem. Nakładać na cienką warstwę pudru, za pomocą pędzla, na te części twarzy, które chcemy optycznie ukryć. Ergonomiczna kasetka z lusterkiem i szerokim pędzlem zapewni komfort przy aplikacji.
Róż zapakowany jest w czarnym solidnym opakowaniu z lusterkiem. Małym minusem jest to, że ciężko się go otwiera. Kolor jaki posiadam to 23 - ciepły odcień różu. Zawiera opalizujące drobinki, które nadają piękny efekt na skórze. Róż jest bardzo dobrze napigmentowany, wystarczy nałożyć odrobinę na policzki by był wyraźnie widoczny. Podczas aplikacji nie sypie się i nie zostawia brzydkich plam na skórze. Dołączone lusterko jest malutkie, jednak sprawdza się podczas podróży czy w awaryjnych sytuacjach. Pędzelek natomiast wydaje mi się zbędny. Jest zbyt mały i ma zbyt twarde włosie. Nie jestem wymagająca jeśli chodzi o róże, ale ten z całą pewnością przypadł mi do gustu i chętnie jeszcze nie raz po niego sięgnę. 
Wyjątkowa pomadka o bardzo mocnej pigmentacji i całkowicie matowym wykończeniu. Bardzo gładko rozprowadza się na ustach, nie wysusza ich dając poczucie dużego komfortu podczas noszenia. Pozostaje na ustach bardzo długi, dlatego idealnie sprawdzi się na wielogodzinnych spotkaniach z klientami, romantycznej kolacji, czy na dyskotece.  
Lubię mocne kolory na ustach, a ta pomadka ma bardzo intensywny odcień różu. Produkt mieści się w czarnym opakowaniu z wygodnym pędzelkiem. Konsystencja jest bardzo gęsta i kremowa, dzięki czemu aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna. Pomadka daje typowo matowe wykończenie i pięknie prezentuje się na ustach, delikatnie je pogrubiając. Komfortowo się ją nosi bez efektu wysuszenia ust. Jest dość trwała, niestety odbija się na szklance. Polubiłam ją za mocny kolor, konsystencję i brak uczucia "warstwy" na ustach. 
Miękka, wydajna, długo utrzymująca się na ustach kredka, idealnie podkreśla kontur i nadaje im pełny kształt.
Konturówka jest niezwykle wydajna i trwała. Jest również bardzo miękka i delikatna, dzięki czemu nie podrażnia ust podczas aplikacji. Tworzy idealny kontur i nadaje fajny kształt ustom. Dostępna jest w 6 pięknych odcieniach. Mój to burgund 07 - lubię go mieszać z różową pomadką. Kredka jest bardzo dobrze napigmentowana, mieści się w wygodnym, czarnym, eleganckim matowym opakowaniu. 
 Automatyczna kredka do oczu long lasting effect o aksamitnej konsystencji, łatwo się aplikuje i utrzymuje przez długi czas. Kredka jest odporna na działanie wody, łez i czynników atmosferycznych. Produkt został wyposażony w temperówkę (umieszczona w kolorowej końcówce), i jest dostępny w 8 wariantach kolorystycznych. 
Nie przepadam za kolorowymi kredkami do oczu i chyba pierwszy raz mam inny kolor niż czarny. Nie stosowałam jej jeszcze do malowania kreski, jednak fajnie sprawdza się jako cień do powiek (nabieram ją na pędzelek i nakładam na powiekę). Kredka jest dość dobrze napigmentowana, ale nie tak bardzo jak konturówka z tej serii. Dodatkowo jest bardzo trwała, wytrzymuje na powiece przez cały dzień i się nie roluje. Mieści się w wygodnym automatycznym opakowaniu. Dobrze sprawdzi się dla osób, które lubią malować kolorowe kreski.
Każdy z powyższych produktów w jakiś sposób podbił moje serce, przede wszystkim dość dobrą jakością i świetną ceną. Gdybym z pośród nich miała zrobić listę rankingową na pierwszym miejscu ex aequo postawiłabym róż prasowany VIPERA i pomadkę Smart Girls Get More. Kosmetyki, które dziś Wam pokazałam świetnie sprawdzą się dla osób, które lubią stosunkowo naturalny makijaż i nie przepadają za nieścieralną warstwą tapety. 

Dziewczyny dajcie znać, czy miałyście, któryś z tych produktów i jaka jest Wasza opinia na ich temat. 

Do następnego!

Klasyczna biała koszula

Pomimo, iż wolę luźniejsze zestawienia to w mojej szafie znajdą się przynajmniej dwie białe klasyczne koszule, które są podstawą każdej garderoby i powinny się znaleźć w szafie każdej kobiety. Pasują one zarówno do casualowych, jak i eleganckich stylizacji: spodni, jeansów, spódnic czy kostiumów. Są idealne do pracy w biurze, na co dzień oraz odpowiednie podczas wizyty u rodziny czy znajomych. Taka koszula podkreśli i nada charakter każdemu zestawowi.
Ja swoją białą koszulę połączyłam z czarnymi spodniami, a żeby było ciekawiej dobrałam jeszcze brązową narzutkę i zamszowe buty. Mam nadzieję, że się podoba. Dajcie znać! 
Narzutka - Zaful 
Koszula - La coco
Torebka - Hause
Buty - CCC

 Przypominam, że na hasło dyed-blonde w sklepie La coco otrzymacie 15% rabatu na dowolną rzecz. 
Rabat jest ważny do 30.04.2017 r. do godziny 23.59. 

Do następnego! 

Naturalnie w 100% | Sztuka Mydła

Naturalnie i zdrowo - to taka moda ostatnich lat, którą umiarkowanie popieram. Należę do grupy osób, które przede wszystkim lubią wszystko co ładne. Dlatego, jeśli już "wpadnę" na naturalny produkt o świetnym działaniu, a do tego pięknym wyglądzie to zachwycam się nim i chcę go więcej. Przetestowałam wiele organicznych kosmetyków i wiem, że nie wszystko co naturalne spełnia swoje zadanie. Jak większość rzeczy, również te produkty mają swoje minusy. Z kosmetykami organicznymi jest tak, że są zdrowsze, ale często mają mniej skuteczne działanie, niż te z niewielką ilością chemii. Przykładem mogą być szampony: naturalne strasznie wysuszają mi włosy i muszę je ratować dużą ilością odżywki. Z kolei te z zawartością chemii mogą przyczynić się do wypadania włosów. Tak więc najlepszym sposobem jest znalezienie własnego "złotego środka" :)

Dzisiaj będziecie mogli przeczytać o mydełkach, które w 100% są organiczne, pięknie pachną, a do tego fantastycznie oczyszczają skórę. Mydełka robione są ręcznie, tradycyjną metodą na zimno, ale o tym możecie przeczytać tutaj. A tymczasem zapraszam Was na krótką recenzję. 

1. Mydło węglowe, SZTUKA MYDŁA, cena: 18 zł
Zawarty w mydle aktywny węgiel drzewny ma właściwości bakteriobójcze, oczyszcza skórę z nieczystości i toksyn. Oliwa z oliwek, masło shea oraz olej awokado dbają o kondycję skóry, również tej skłonnej do podrażnień. Olejki eteryczne tworzą stonowany słodko-drzewny zapach. Mydło pieni się na jasno-szary kolor. Węgiel drzewny aktywny - o silnym działaniu absorbującym toksyny i antybakteryjnym, odtyka pory. Polecany dla skóry zanieczyszczonej i trądzikowej. Oliwa z oliwek - pomaga zachować odpowiednie nawilżenie skóry, koi podrażnienia, wygładza i zmiękcza, jest bogata w naturalne przeciwutleniacze. Olej awokado - ma właściwości kojące i zmiękczające, pielęgnuje skórę wrażliwą. Masło shea - odżywia i regeneruje skórę suchą, poprawia jej elastyczność i wygładza. Olejek eteryczny cedrowy - ma działanie przeciwtrądzikowe, antyseptyczne i przeciwłojotokowe. Stosowany też przy skórze suchej. Olejek eteryczny lawendowy - pomocny w leczeniu stanów zapalnych skóry i trądziku. Poprawia ogólny wygląd skóry.  
O aktywnym węglu słyszałam wiele dobrego. Dużo osób robi sobie z niego maseczkę na twarz. Więc nie mogło być inaczej i jako pierwsze wybrałam mydełko węglowe. Stosuje je przede wszystkim do pielęgnacji twarzy. Z cerą nie mam większych problemów (nie licząc bladości), jednak dobre oczyszczenie nie zaszkodzi. U mnie sprawdza się rewelacyjnie. Daje efekt dobrego peelingu, bez podrażnień. 
Poranny prysznic z mydłem Błototo ekspresowo postawi na nogi. Błoto z Morza Martwego odświeży i oczyści skórę. W doborowym towarzystwie: grejpfruta, pomarańczy i lawendy dopieści zmysły. Bogate w przeciwutleniacze masło kakaowe zadba o zmiękczenie i wygładzenie skóry. Mydło sprawdza się do całego ciała, jak i do skóry twarzy. Błoto z Morza Martwego - bomba minerałów. Oczyszcza, odświeża i wygładza skórę. Masło kakaowe - natłuszcza i ochrania skórę. To naturalny emolient. Olej ze słodkich migdałów - lekki, dobrze wchłanialny, wygładza i nawilża. Oliwa z oliwek - pomaga zachować odpowiednie nawilżenie skóry, koi podrażnienia, wygładza i zmiękcza, jest bogata w naturalne przeciwutleniacze. Olejek eteryczny lawendowy - pomocny w leczeniu stanów zapalnych skóry i trądziku. Poprawia ogólny wygląd skóry.
Błotne mydełko ma mocne właściwości oczyszczające, przez co stwierdziłam, że świetnie nada się do pielęgnacji ciała. Miałam rację. Bardzo dobrze wygładza skórę, pozostawiając ją jedwabiście gładką, dobrze oczyszczoną i świeżą. 
Oba mydełka mają podobny bardzo przyjemny, mydlano- ziołowy zapach. Delikatnie się pienią i są bardzo wydajne. Idealnie sprawdzają się do codziennego stosowania. Nie jestem fanką mydeł w kostce, ale te mnie urzekły. Podczas ich stosowania, pamiętajmy! - każde nawet najlepsze mydło wysusza skórę. Dlatego po użyciu należy dobrze nakremować ciało czy twarz. 
Moim faworytem jest zdecydowanie mydło węglowe, a Twoim? Stawiacie na naturę w takiej postaci? 

Do następnego!

Pogrubiający tusz do rzęs Dr. Hauschka

Dzisiaj przychodzę do Was z króciutką recenzją pogrubiającego tuszu do rzęs Dr. Hauschka. Praktycznie każda kobieta ma taki kosmetyk, bez którego nie potrafi się obejść. Ja, na przykład, nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez nałożonego tuszu na rzęsy. Kreskę mogę pominąć, ale rzęsy muszą być podkreślone, tym bardziej, że mam je cienkie i dość krótkie. Dlatego dla mnie, dobry tusz to podstawa makijażu. Jak sprawdza się tusz od Dr. Hauschka? Ciekawi? Poniżej znajdziecie jak się prezentuje na moich rzęsach. 
Pogrubiający tusz do rzęs, DR. HAUSCHKA, cena: 75 zł 
Tusz (Volume Maskara) zwiększa objętość rzęs, nadając im uwodzicielski odcień czerni. Kompozycja z wosku pszczelego, różanego i wosku candelilla oraz jedwabiu otula warstwą ochronną każdą rzęsę z osobna. Cenne wyciągi z czarnej herbaty, neem i świetlika pielęgnują delikatną okolicę oczu. Przebadane okulistycznie preparaty poleca się również osobom noszącym soczewki kontaktowe.
Wskazówka: aby rzęsy stały się jeszcze bardziej uwodzicielskie, po wyschnięciu nanieś tusz drugi raz.
Tusz zamknięty jest w prostym, ale eleganckim, czarnym 10 ml opakowaniu. Konsystencja jest świetna. Nie jest on ani za gęsty, ani za rzadki. Bardzo dobrze rozprowadza się na rzęsach, a co najważniejsze - nie skleja ich. Dokładnie nałożony na rzęsy perfekcyjnie je pogrubia i wydłuża, nadając kolor głębokiej czerni. Tusz jest wodoodporny, więc aby go zmyć należy użyć płynu do demakijażu. Bardzo długo utrzymuje się na rzęsach i nie kruszy się. Szczoteczka jest miękka, a przy tym solidna. Tusz do rzęs od Dr. Hauschka idealnie nadaje się do codziennego stosowania, jak również na wieczorne wyjścia. Pogrubia rzęsy, dzięki czemu podkreśla pięknie spojrzenie. 
Tusze do rzęs to prawdopodobnie najlepiej sprzedające się kosmetyki na świecie. Macie swoje ulubione? Dajcie znać w komentarzach.

Do następnego! 

Test dwufazowego płynu do demakijażu - GOLDEN ROSE

Jeśli chodzi o demakijaż z reguły sięgamy po płyny micelarne. Oczyszczają one skórę, odświeżają i jednocześnie ją nawilżają. W odstawkę poszły typowe płyny do demakijażu, jednak teraz pokażę Wam, że warto do nich powrócić, a przynajmniej do tego jednego. Dzisiaj będzie trochę inaczej niż zwykle, ponieważ oprócz zwykłej recenzji, pokaże Wam również, jak  radzi sobie dwufazowy płyn do demakijażu Golden Rose, z trudnymi do usunięcia kosmetykami. Jesteście ciekawi? 
Płyn do demakijażu delikatnie, a zarazem efektywnie usuwa makijaż z ust i oczu. Dotyczy to nawet wodoodpornego makijażu. Chroni delikatne okolice oczu i zapewnia dodatkowo pielęgnację naszym rzęsom. Produkt nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Usuwanie resztek makijażu odbywa się bez mechanicznego pocierania skóry wacikiem – wystarczy delikatnie przemyć skórę, a w przypadku oczu – po prostu położyć na chwilę wacik na powiekach. Preparat został dodatkowo wzbogacony o specjalny składnik komplementarny, który stosowany jest w celu ochrony rzęs. Jednocześnie wzmacnia on rzęsy, aby nie wypadały w trakcie usuwania makijażu. Powieki i rzęsy stają się w efekcie zastosowania bardzo miękkie, a skóra gładka i elastyczna.
Płyn zamknięty jest w plastikowej butelce z niewielkim otworem, przez co można wydobyć odpowiednią ilość produktu na wacik. Opakowanie jest minimalistyczne, a przy tym gustowne, znajdują się na nim przydatne informacje na temat kosmetyku. Jak sama nazwa wskazuje, płyn składa się z dwóch faz. Po zmieszaniu konsystencja jest bardzo delikatna, można powiedzieć, że jedwabista. Zawartość olejku sprawia, że nawet wodoodporny makijaż od razu znika. Przy regularnym stosowaniu można zauważyć, że skóra wokół oczu wyraźnie staje się zrelaksowana, a rzęsy są wzmocnione i nie wypadają podczas demakijażu. 
Sposób użycia: Dokładnie umyj dłonie, przed użyciem wstrząśnij buteleczkę, aby dwie fazy się wymieszały, nałóż na wacik niewielką ilość płynu i przyłóż na ok. 10-15 sekund do powiek lub ust, a następnie wytrzyj bez pocierania.  
Do testu wybrałam trzy trudno schodzące produkty (pomadki Golden Rose LongstayMatte Crayon oraz tusz do rzęs Dr. Hauschka). Na dłoń nałożyłam poszczególny produkt, poczekałam kilka minut, aż nie będzie się rozmazywał i przystąpiłam do demakijażu. Nałożyłam parę kropel płynu na wacik i przyłożyłam go na 10-15 sekund do dłoni, po czym wytarłam jednym ruchem bez pocierania. Poniżej znajdziecie efekty. 
1.
2.
3.
Na zdjęciach widać, że płyn do demakijażu Golden Rose już przy pierwszym podejściu bardzo dobrze zmywa trudno schodzące kosmetyki. Daje nawet radę z pomadką Longstay i tuszem do rzęs. Myślę, że efekt jest naprawdę świetny. Przynajmniej ja jestem zadowolona. A Wy? Stosowałyście już dwufazowy płyn od Golden Rose? Dajcie znać jak się sprawdził u Was!

Do następnego! 

Słoneczna sobota #DomodiDays

Piękne lato mamy tej wiosny... Z mroźnych dni pogoda szybko przeskoczyła na dodatnią temperaturę, zapominając, że po drodze jest jeszcze wiosna. Dla mnie bomba. Uwielbiam słoneczne dni, zwłaszcza wtedy gdy mogę się nimi cieszyć. Minioną sobotę spędziłam w Krakowie. Bardzo lubię to miasto. Tętni ono życiem i daje wiele pozytywnej energii, a przy tym jest piękne. Gdybym tylko mogła z całą pewnością bym tam zamieszkała. 
Celem naszego wyjazdu nie było spacerowanie czy zwiedzanie, jednak znalazłam chwilkę żeby pokazać Wam moją sobotnią stylizację. Nie przepadam za spódnicami za kolano, jednak ta wpadła mi w oko. Połączona z czarnymi szpilkami wygląda całkiem elegancko. Żeby nie było nudno do całości ubrałam brązową ramoneskę. Dajcie znać czy się podoba! 

Dzisiaj ruszyła akcja #DomodiDays. Są to trzy tygodnie świetnej zabawy, inspiracji i możliwości uczestniczenia w różnego rodzaju konkursach. Na stronie domodidays.pl znajdziecie wiele ciekawych porad modowych, okazji zakupowych i fajnych quizów. Koniecznie tam zajrzyjcie! 
Ramoneska  - Stradivarius
Bluzka - Zaful
Spódnica - Zaful
Torebka - House 
Buty - CCC Lasocki

Do następnego!

Zawsze piękna - lusterko na telefon PEEMER

ciekawy gadżet na telefon
Kończąc szkołę średnią zaczyna się prawdziwe życie. Część kobiet decyduje się na studia, które wbrew pozorom są dużym wyzwaniem (matura przy sesji to pikuś, zwłaszcza podczas studiów dziennych). Inne kobiety zaraz po szkole średniej decydują się na podjęcie pracy - podziwiam. Ja w wieku 18/19 lat nie miałam pojęcia jaką pracę mogłabym podjąć. Studia dzienne moim zdaniem to przedłużenie sobie młodości. Kiedy zaczynamy pracę nic już nie jest takie samo. Mamy dużo większe wydatki niż kiedyś i co chwilę chcemy czegoś więcej. Przez to wpadamy coraz bardziej w wir kariery, nie mając czasu na przyjemności. Jesteśmy po prostu zabiegane. Dzisiejsze czasy to nie tylko praca, to również duży nacisk na zdrowy tryb życia i idealny wygląd. Ścigamy się, która będzie ładniejsza i bardziej zadbana. Ale tak naprawdę jak tu o siebie dbać skoro codziennie rano jesteśmy niewyspane i na szybkiego zbieramy się do wyjścia? Dobrym sposobem jest wstawanie 10 minut wcześniej – co u mnie nigdy się nie sprawdza. Dlatego mam mały patencik pod ręką. Rano, w 15 minut wykonuję makijaż. Staram się by był on dokładny i trwały, a w ciągu dnia często sięgam po lusterko – praktycznie każda kobieta tak robi! Jednak w pracy nie mogę wychodzić co kilka minut do łazienki, tylko po to by sprawdzić czy nie jestem aby przypadkiem rozmazana... ale jest coś co ułatwi nam to zadanie. Lusterko PEEMER. Co to takiego?

Olej ze słodkich migdałów

Na moim blogu mogliście już przeczytać o oleju kokosowym, oleju arganowy, oleju makadamia, a teraz przyszedł czas na mało znany, ale za to bardzo cenny olej ze słodkich migdałów. Otrzymałam go od firmy La Nature i sprawdzałam przez kilka tygodni. Jeśli jesteście ciekawi jak działa, to zapraszam na krótką recenzję.   
Olej migdałowy z certyfikatem ECOCERT otrzymuje się z nasion owoców drzewa migdałowego – odmiany słodkiej, pierwotnie występującego w Azji Centralnej i w rejonie Morza Śródziemnego. Podobnie jak śliwka owoc zawiera jedno nasiono, stąd też czasem nazywane jest śliwą migdału. Obecnie migdałowiec uprawiany jest w dużych ilościach w Hiszpanii, Francji, Włoszech, Grecji oraz w Kalifornii.Działanie: łagodzi podrażnienia i uruchamia procesy odbudowy zewnętrznych warstw skóry, łagodzący przy oparzeniach słonecznych, nawilża nawet bardzo przesuszoną skórę i włosy, sprzyja redukcji zmarszczek spowodowanych suchością skóry, chroni skórę i włosy przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych. 
Olej mieści się w szklanej 30 ml buteleczce z wygodnym aplikatorem. Jest dość gęsty, a jego zapach niczym nie wyróżnia się od innych olejów. Bardzo przypomina mi olej makadamia. Jego zaletą jest to, że szybko się wchłania w skórę, pozostawiając ją nawilżoną. Olej ze słodkich migdałów ma różne zastosowania, ale podstawowym jest nawilżanie. Jest fantastyczny na zniszczone włosy czy suchą skórę. Ponadto jest bardzo wydajny - jedna kropla wystarcza, aby pokryć nim całą twarz. 

Zastosowanie:
Na twarz: świetnie sprawdza się jako kosmetyk na przemęczoną i przesuszoną twarz, nadając jej promienny wygląd. Olej nakładamy na skórę twarzy, szyi i dekoltu i pozostawiamy do wchłonięcia. Najlepiej jest go stosować na noc. Nakładany pod makijaż, może go rolować. 
Na ciało: jeśli masz problem ze suchą skórą ciała, należy je odpowiednio nawilżyć, używając np. olejku ze słodkich migdałów. Olej nakładany na skórę całego ciała tuż po kąpieli. Fajną opcją jest wlanie kilku kropel olejku do wanny z ciepłą wodą. Po wyjściu z wanny wystarczy tylko wytrzeć ciało i nie musimy stosować innych balsamów. 
Na zniszczone włosy: moja ulubiona wersja - jako maska na zniszczone włosy, doprowadzająca je do należytego porządku. Olej należy nałożyć na suche włosy i pozostawić na około 20 minut. Następnie należy dobrze wymyć włosy, używając do tego szamponu bez SLS. Ponadto olej świetnie działa na wypadające włosy. W tym celu należy go wetrzeć w skórę głowy i pozostawić na kilka minut. 
Na ręce: suche ręce, to zjawisko występujące bardzo często, zwłaszcza zimą. Kremy z reguły działają bardzo krótko, najczęściej do pierwszego mycia rąk. Olej migdałowy bardzo dobrze nawilża ręce pozostawiając je delikatne i miłe w dotyku. Najlepiej jest go stosować zaraz po peelingu dłoni. 

W moim przypadku olej migdałowy najlepiej sprawdza się podczas olejowania włosów. Już po pierwszej aplikacji widać różnicę. Kondycja włosów znacznie się poprawia, są bardziej odżywione i lśniące. Zdecydowanie go polecam! Dajcie znać czy stosowałyście już olej migdałowy i jaka jest Wasza opinia. 

Do następnego!

Wiosenna stylizacja z La Coco

Dzisiaj razem z firmą La coco przygotowałam dla Was wiosenny look. Pastelowe sukienki i jasne buty to idealne połączenie na słoneczne, ciepłe, wiosenne dni. Nareszcie z ciemnych, przytłaczających kolorów możemy przerzucić się na piękne pastele i intensywne neony. Miętowa sukienka z delikatnymi tiulowymi rękawami będzie wyglądać pięknie podczas niedzielnego spaceru, jak również podczas ślubu czy imprezy okolicznościowej. Do całości świetnie sprawdzą się delikatne dodatki na przykład bransoletka, łańcuszek czy złota torebka. Natomiast jasne buty na szpilce podkreślą talię i dodadzą całej stylizacji kobiecości. Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii! Zostawiam Was ze zdjęciami. Napiszcie w komentarzach jak Wam się podoba taka stylizacja. Poniżej znajdziecie małą niespodziankę. 
Sukienka - La coco
Buty - Wojas 

Niespodzianka dla Pań! Na hasło dyed-blonde w sklepie La coco otrzymacie 15% rabatu na dowolną rzecz. 
Rabat jest ważny do 30.04.2017 r. do godziny 23.59. 

Do następnego!

Krem arganowo-różany ARGALISS - EtnoSpa

Dzisiaj bardzo krótka recenzja kremu arganowo-różanego Argaliss od EtnoSpa. Każdy kosmetyk z dodatkiem olejku arganowego jest moim ulubieńcem. Jego cenne właściwości potrafią zdziałać cuda, a zapach jest bardzo przyjemny. Nawet dodatek olejku rożnego nie potrafi zepsuć mi rozkoszy. 
Krem arganowo-różany Argaliss, ETNOSPA, cena: 31,90 zł 
Lekki krem na bazie olejku arganowego i wody różanej o właściwościach nawilżających i uelastyczniających. Regularnie stosowany przywraca skórze jej naturalny blask i sprężystość. Swoje właściwości zawdzięcza połączeniu bogatego w witaminę E olejku arganowego z pełną antyoksydantów wodą różaną. Główne składniki: olej arganowy, masło shea, aloe vera, woda różana.
Krem zamknięty jest w białym plastikowym opakowaniu. Dzięki srebrnej wstawce i różowym dodatkom, bardzo ładnie prezentuje się na półce. W słoiczku mieści się 60 ml kremu o gęstej, delikatnej konsystencji. Zapach jest bardzo intensywny, bardziej czuć róże niż olej arganowy. Jednak oba zapachy tworzą ciekawy duet. Krem ten można stosować zarówno na dzień jak i na noc. Ja preferuje stosowanie go na noc, gdyż ma on silne właściwości nawilżające. Skóra po zastosowaniu jest gładka, miła w dotyku i dobrze nawilżona. Ponadto nie zapycha porów i dobrze wchłania się w skórę. Jednak pozostawia uczucie lepkości, więc nie stosowałbym go pod makijaż, ponieważ może przyczynić się do powstawania brzydkich plam z podkładu. Jeśli miałabym go ocenić w skali od 1-10, otrzymał by ode mnie mocną 5. 
Dajcie znać czy stosowałyście już go i co o nim sądzicie? 

Do następnego! 

instagram @dyedblonde