Intensywne zapachy od Dermacol

Parę tygodni temu na spotkaniu blogerek w Ostrowcu Świętokrzyskim otrzymałam dużą "torbę" skarbów kosmetycznych od marki Dermacol. Muszę przyznać, że wcześniej tą firmę znałam jedynie ze słyszenia, ale nigdy nie miałam żadnego kosmetyku od nich, a szkoda. Produkty okazały się być świetne, zwłaszcza fluid i żel pod prysznic, o którym również dzisiaj napisze. Mam nadzieję, że czas mi na to pozwoli i uda mi się opisać każdy z produktów który otrzymałam, bo jestem nimi po porostu zachwycona. Dzisiaj chcę Wam pokazać 3 kosmetyki, które są ze sobą w pewien sposób połączone. Jak? O tym poniżej. 

Opakowanie: żel mieści się w 250 ml, miękkiej tubie z wygodnym zamknięciem na zatrzask. Całość jest solidnie wykonana i nie ma tu mowy o wylewaniu się produktu. Szata graficzna jest dość kolorowa, jednak nie przesadzona - różowa butelka z grafiką owoców. Na tubie znajdują się podstawowe informacje, jednak nie są one przetłumaczone na język polski (to samo dotyczy innych produktów). Mi to akurat nie przeszkadza, ale na pewno dla nie których osób może być to problem.  
Zapach i konsystencja: zapach jest bardzo "apetyczny" i przypomina mi musujący napój winogronowy Vinea, który zawsze kupujemy będąc na Słowacji (jakiś czas temu był on dostępny w Lidlu - szkoda, że już go nie ma:). Osoby, które nie przepadają za intensywnymi aromatami mogą mieć problem z tym produktem, jest on silny i bardzo słodki. Dla mnie idealny po ciężkim dniu. Konsystencja produktu jest gęsta, dzięki czemu żel fantastycznie się pieni. 
Efekty po zastosowaniu: żel dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, za to pozostawia odżywioną i zmiękczoną. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest to, że zapach pozostaje na skórze naprawdę długo. Nawet po użyciu balsamu wyczuwalna jest nutka winogrona.   

OLEJEK DO MASAŻU
Opakowanie: olejek znajduje się w wygodnym, 50 ml, szklanym opakowaniu z pompką, dzięki czemu jego aplikacja jest prosta. Całość dodatkowo zapakowana jest w małym kartoniku, który jest w identycznej kolorystyce co żel pod prysznic, o którym wspominałam powyżej.
Zapach i konsystencja: o zapachu chyba już nie muszę wspominać, gdyż jest to produkt z tej samej serii co żel pod prysznic, a więc oba pachną tak samo uroczo. Co do konsystencji nie trudno jest się domyśleć, że jest ona oleista. W przeciwieństwie do innych olejków, ten bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości na skórze.
Działanie: olejek Aroma Ritual przeznaczony jest do masażu ciała. Sama używam go po kąpieli zamiast balsamu do ciała. Według mnie świetnie sprawdza się również do dłoni, a czasem nawet do twarzy. Po aplikacji skóra jest nawilżona, odprężona i gładka. Zastanawiam się jeszcze czy nie wypróbuję go do włosów, jako zabezpieczenie zniszczonych końcówek. Jeśli to zrobię, z pewnością dam znać na Instagramie jak się sprawdził.

KREM DO RĄK

Zapach: zapach oczarował mnie równie bardzo jak w przypadku olejku i żelu pod prysznic. Jest intensywny, słodki, naturalny - dla mnie po prostu fenomenalny. Przypomina mi wiśniowy sok. 
Wydajność: krem do rąk schodzi u mnie "tonami", smaruję dłonie praktycznie po każdym ich myciu, dlatego dla mnie dość istotna jest wydajność. W tym przypadku nie mogę powiedzieć, że jest rewelacyjne, ale też nie jest źle. Za około 10 zł dostajemy 100 ml kremu, który wystarcza na około miesiąc. 
Działanie i konsystencja: krem ma bardzo przyjemną, lekką konsystencję, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na dłoniach. Sprawdza się w praktycznie każdej sytuacji, radząc sobie z najbardziej przesuszoną skórą. Po zastosowaniu skóra jest delikatna i miła w dotyku. 

Domyślacie się już co łączy te trzy kosmetyki? Oczywiście, że niesamowity zapach, który utrzymuje się przez długi czas na skórze. Dajcie znać czy znacie produkty.

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger