Recenzja kosmetyków mineralnych Lily Lolo

Jak Wasze samopoczucie? Cieszycie się, że mamy już piąteczek? Ja bardzo! Już nie mogłam się go doczekać. Chociaż weekend zapowiada się dość intensywnie, cieszę się, że odpocznę chociaż trochę.
Dzisiaj mam dla Was recenzję dwóch kosmetyków marki Lily Lolo. Dobrze wiecie, że lubię minerałki, ale jak wypadną tym razem? Przeczytacie o tym poniżej.

Opakowanie: zestaw do brwi znajduje się w malutkim kompakcie, dzielonym na dwie części: cień i wosk. W środku mieści się również niewielkie lusterko, ale tak naprawdę jeszcze z niego nie korzystałam i pewnie nie skorzystam. Według mnie jest ono zbędne, ale fajnie wygląda i jest małym urokliwym dodatkiem. Całość zapakowana jest w tekturowym, charakterystycznym dla marki, opakowaniu. Podoba mi się to, że kosmetyk jest podręczny i zajmuje mało miejsca w kosmetyczne.

Konsystencja i kolor: tak jak już wspominałam, produkt dzielony jest na dwie części. Cień jest mocno zbity, a przy tym nie za suchy, dzięki czemu praktycznie w ogóle się nie sypie. Jeśli chodzi o kolor to mamy do wyboru trzy wersje: light, medium oraz dark. Ja wybrałam tą drugą. Niestety wydaje mi się za ciemna do moich brwi, dlatego przy nakładaniu muszę bardzo dokładnie rozetrzeć cień. Nie przeszkadza mi to, ale wydłuża czas wykonania makijażu (mała rada - uważnie dobierajcie odcienie). Natomiast wosk ma kolor beżowy i jest bardzo trwały. Gdy nałożę go na brwi nie mam problemu z wystającymi włoskami praktycznie przez cały dzień. Jego konsystencja jest dość twarda, ale nie ma problemu z jego rozprowadzaniem.

Efekt i wydajność: mimo, iż wybrałam dość ciemną wersję, jestem bardzo zadowolona z efektu jaki uzyskuję malując brwi właśnie tym duetem. Makijaż jest trwały, a brwi nie wywijają się w różne strony. Dodatkowo produkt jest tak wydajny, że spokojnie będę z niego korzystać przez kilka miesięcy. Jeśli jesteście ciekawi jak kosmetyk prezentuje się na brwiach, wejdźcie na mój Instagram - na kilku ostatnich zdjęciach do makijażu brwi użyłam właśnie jego.

Opakowanie: konturówka Lily Lolo trafia do nas w minimalistycznym opakowaniu, na którym zawarte są wszystkie informacje na temat produktu. Kredka jest drewniana, czyli jak się domyślacie wymaga temperowania (nie lubię tego!). Na szczęście nie zapycha temperówki, bo wtedy bym się już "załamała" :).

Konsystencja i kolor: konturówka ma bardzo delikatną konsystencję, mimo to ciężko nakłada się ją na usta. Niestety potrzebna jest precyzja i dokładność, żeby nie zostawić widocznych prześwitów.
Kolor Ruby Red nie jest typowym odcieniem intensywnej czerwieni. Według mnie jest bardziej stonowany, delikatny i subtelny. 

Wydajność: z drewnianymi kredkami zawsze mam tak samo - jak tylko czubek się stępi, łapię za temperówkę. Przez to wydajność konturówki jest mała (ale może tylko ja tak mam:).

Podsumowując: ogólnie konturówka sprawdza się dobrze. Mimo kilku wad jestem z niej zadowolona i często po nią sięgam, tym bardziej, że mogę ją mieszać z różnymi odcieniami czerwieni. 
Wiem, ze wśród osób czytających mojego bloga, znajduje się wiele zwolenniczek kosmetyków mineralnych, dlatego z miłą chęcią przeczytam wasze opinie na ich temat. Jestem ciekawa czy miałyście któryś z tych produktów i jak się u Was sprawdził.

Do następnego! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger