Przegląd ulubionych pomadek - luty 2018

Różowa, czerwona, a może borówkowa? Dzisiaj przychodzę do Was z moimi trzema top pomadkami, które mocno polubiłam w tym miesiącu. Każda jest inna - różnią się nie tylko kolorem, ale i konsystencją, jednak wszystkie trzy zachwyciły mnie podobnie. 


Różowe pomadki to mój absolutny must have. Uwielbiam każdy ocień tego koloru. Od mocnych róży po te bardzo delikatne. Lubię też sprawdzać nieoczywiste kolorki, pasujące jedynie do wybranych stylizacji. Taką pomadką jest Matte Queen Lip Tint od Constance Carroll. Nie wszyscy lubią cukierkowe odcienie, ale numer 01 Glorious po prostu mnie zachwycił. Na początku pomyślałam: wygląda fajnie ale na bank nie będzie do mnie pasował. Okazało się inaczej. Pomadka stała się moim faworytem.

Opakowanie:  pomadka mieści się w ładnym, minimalistycznym opakowaniu z charakterystyczną dla marki szatą graficzną. Pojemnik, w którym znajduje się pomadka jest przeźroczysty, dzięki czemu widać jaki kolor znajduje się w środku. Produkt aplikowany jest za pomocą wygodnej gąbeczki, która dobrze dochodzi do krawędzi, a więc nie trzeba wcześniej nakładać konturówki.
Zapach i konsystencja: pomadka ma przyjemny, cukierkowy zapach, który szybko się ulatnia. Konsystencja jest gęsta, ale łatwo nakłada się ją na usta. Pomadka zastyga po paru minutach, a więc mamy czas na poprawki. Jednym minusem jest to, że bardzo ciężko schodzi, aby ją zmyć należy użyć dwufazowego płynu. Jest za to bardzo trwała, utrzymuje się do kilku godzin. 
Kolor i pigmentacja: jak już wcześniej wspomniałam posiadam kolor numer 01 Glorious - to cukierkowy odcień różu, który dla mnie jest po prostu śliczny. Idealnie wygląda z delikatnym oraz mocnym makijażem. Co do pigmentacji jestem bardzo zadowolona. Wystarczy nałożyć jedną warstwę pomadki i nie widać żadnych prześwitów. Jak dla mnie rewelacja. 


Dwuetapową pomadkę Dermacol, wygrałam na spotkaniu blogerek w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jej odcień to intensywna czerwień, która mocno rzuca się w oczy. Jest idealna do wieczorowych kreacji i małej czarnej. Świetnie sprawdzi się również na randkę (o ile chcemy się wyróżniać). 

Opakowanie i pigmentacja: pomadka zamknięta jest w przeźroczystym  opakowaniu. Jest podzielona na dwie części: z jednej strony mamy bardzo mocno napigmentowany, intensywny kolor, natomiast z drugiej strony bezbarwny, szybko zastygający błyszczyk. Całość wygląda fajnie i elegancko. 
Zapach i konsystencja: zapach pomadki jest przyjemnie słodki. Konsystencja części z kolorem jest bardzo gęsta, jednak produkt łatwo nakłada się na ustach. Wystarczy nałożyć jedną warstwę, aby nie było prześwitów. Druga część kosmetyku ma formę standardowego błyszczyka, ale na szczęście po nałożeniu na usta wysycha i nie zostawia lepiącej warstwy. 
Pomadkę aplikuję się w dwóch etapach: pierwszy to nałożenie cienkiej warstwy koloru i odczekanie minuty, aż wyschnie. Drugi krok to aplikacja błyszczyku. 
Kolor i trwałość: odcień jaki posiadam to numer 04 - mocna czerwień, która delikatnie połyskuje. Co do trwałości pomadki nie mam żadnych zastrzeżeń. Wytrzymuje do kilku godzin, nie ściera się, nie robi brzydkich plam na ustach i nie odbija się na szklance.

Jak wiecie ja nie przepadam za błyszczykami, ale dwuetapowa pomadka Dermacol, sprawdza się u mnie rewelacyjnie. 

Ostatnio bardzo modne są ciemne kolory pomadek w stylu rockowym. Sama poluję na odcień niebieski (jak tylko go kupię na pewno Wam pokażę). Kilka dni temu na Instagramie u Turkusoowej udało mi się wygrać szminkę Avon Mark w kolorze Temptress. Jest po prostu nieziemska.  

Opakowanie: szminka znajduję się w bardzo ładnym, minimalistycznym, czarno-białym opakowaniu. Aby nałożyć ją na usta, należy wysunąć niewielką ilość ze sztyftu. 
Konsystencja i zapach: szminka ma bardzo delikatną konsystencję. Łatwo rozprowadza się na ustach, pozostawiając satynowe wykończenie. Zapach szminki jest przyjemny, ale szybko się ulatnia. 
Pigmentacja i kolor: szminka jest dobrze napigmentowana, jednak, aby nie było widać prześwitów należy nałożyć dwie warstwy. Kolor, który wygrałam to Temptress  przypomina mi soczystą borówkę. Jest bardzo ciemny, a po nałożeniu na usta sprawia wrażenie czarnego. Jak dla mnie ta szminka jest idealna podczas wieczornych wypadów np: do pubu czy na małą imprezkę. 
Trwałość: tutaj szminka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Z reguły szminki nie są zbyt trwałe, a tu jestem pod wrażeniem. Kiedyś nałożyłam ją na usta około godziny 13, poprawiłam raz po godzinie 17, a ona potrafiła wytrzymać do północy (jadłam, piłam, a ona nawet nie drgnęła). 
Efekt: po nałożeniu usta są optycznie powiększone, wygładzone, nawilżone i ładnie się prezentują. Mimo ciemnego odcieniu, szminka trafiła na listę moich ulubieńców.

Poniżej możecie zobaczyć jak pomadki prezentują się na ustach
Znacie pomadki? Która podoba Wam się najbardziej? Napiszcie w komentarzach.

Jutro razem z mężem wybieramy się skreślić jeden punkt z naszej listy miejsc do zwiedzenia, a więc na blogu widzimy się dopiero w poniedziałek. Postaram się jednak dodawać małe relacje z wyjazdu na Instagramie. Jeśli mnie jeszcze nie śledzicie to zapraszam, tym bardziej, że 1 marca staruję z fajnym rozdaniem.

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger