Tunezja, czyli kolejny kawałek Afryki za nami!

Nie wiem jak to się dzieje, ale już podczas pobytu w Egipcie oboje z mężem mieliśmy masę pomysłów na kolejny urlop. I tak mamy za każdym razem - będąc na wyjeździe już myślimy o kolejnym. To już uzależnienie. Dla kogoś kto nie przepada za podróżami może wydawać się to bezsensu, stratą czasu i pieniędzy. Ja tak nie uważam! Każdy wyjazd za granicę czy chociażby wyjazd w kolejny zakątek Polski, pozwala zdobyć masę nowych doświadczeń, pokazuje mi coś czego siedząc w domu nigdy nie zobaczę. Przede wszystkim, każdy tego typu wyjazd to czas, który dziele wspólnie z mężem i co najlepsze, oboje mamy możliwość, by przeżywać te wszystkie doświadczenia razem. Jest to niesamowite i mimo, iż wiele osób stuka się w głowę, my raczej nie zamierzamy rezygnować z czegoś co nas cieszy. W końcu w życiu chodzi o to by być szczęśliwym czyż nie? My jesteśmy, więc jeśli komuś to przeszkadza, trudno. 


Tunezja, czyli kolejny kawałek Afryki za nami!


Pobyt w Egipcie, o którym pisałam kilka miesięcy temu, był dla mnie w pewnym sensie przełamaniem, wyjściem poza strefę komfortu, które jak się okazało było dobrą decyzją. Tak jak już kiedyś pisałam, wizyta w kraju muzułmańskim nie była na liście moich priorytetów. Teraz jednak wiem, że nie ma się czego bać, ważne by nie zapominać, o tym że nie jesteśmy u siebie i pewne zachowania mogą być inaczej odbierane. Dlatego zdecydowanie śmielej podeszłam do pomysłu wakacji w Tunezji. Tym razem obyło się bez niepotrzebnego stresu i nerwów, wiedziałam czego mogę się spodziewać w muzułmańskim kraju.

Wakacje – kierunek Tunezja

Takie prawdziwe wakacje mieliśmy w maju, kiedy to zdecydowaliśmy się na wizytę w Egipcie. Jednak oczywiście planowaliśmy też urlop na sierpień, ale praktycznie do końca nie wiedzieliśmy gdzie wylądujemy. Wybieraliśmy między Turcją, Bułgarią i Tunezją. Padło na ten ostatni kierunek i wcale tego nie żałujemy. Mimo, iż wiele osób twierdzi, że do Tunezji nie warto jechać, to ja postaram się pokazać, że jest odwrotnie. Posty standardowo podzielę na dwa wpisy. W dzisiejszym skupię się na części praktycznej. Natomiast w drugim opowiem Wam co udało nam się zwiedzić.  

Tunezja, co warto wiedzieć przed wylotem?

Oczywiście i tym razem postawiliśmy na biuro podróży, czyli to ono tak naprawdę odwaliło za nas całą robotę. My jedynie skupiliśmy się na wyborze hotelu i innych drobnych szczegółach. Niemniej jednak jest kilka rzeczy które przed wylotem warto wiedzieć.

Wiza/lot

W przeciwieństwie do Egiptu, Tunezja jest krajem, w którym nie jest wymagania wiza turystyczna, jednak paszport owszem. Ważne, aby był on ważny minimum 3 miesiące od daty powrotu do Polski. W samolocie, w trakcie lotu otrzymuje się tak zwaną kartę pobytu (podobnie jak w Egipcie), w której musimy wpisać nasze dane i adres pobytu. Pierwszą część tej karty zostawiamy na lotnisku podczas przejścia kontroli paszportowej, drugą natomiast oddajemy przy wylocie.
Sam lot do Tunezji trwa około 3 godziny z uwzględnieniem strefy czasowej, gdyż w Tunezji mamy godzinę do tyłu. Oczywiście wszystko zależy też od pilota i warunków pogodowych, dzięki którym ten czas może się skrócić bądź wydłużyć. Nasz samolot wylądował w Enfidha, niewielkim lotnisku na którym jest raczej spokojnie. Co zaskakuje już po wyjściu to ochroniarze, którzy ubrani są po cywilnemu i jedynie co wyróżnia ich od turystów to karnacja i pistolet przypięty do pasa. Tak więc na początku nie wiadomo o co chodzi. Do tego jednak trzeba się przyzwyczaić. Samo odzyskanie walizek i przejście przez kontrole, jest raczej szybkie i bezbolesne. Podobnie jak w przypadku odprawy, w Tunezji trwa to znacznie krócej niż w Egipcie.

Ubezpieczenie

My mieliśmy wykupione jedynie obowiązkowe ubezpieczenie z biura podróży, które kosztowało około 25 zł. Wiadomo jednak, jeśli jechalibyśmy na własną rękę, zdecydowalibyśmy się na coś lepszego, w końcu jest to kraj muzułmański, a dom raczej daleko. Ponadto, podróż zarejestrowaliśmy na portalu Odyseusz. Jeśli nie wiecie, to strona, która informuje nas o zagrożeniach w danym kraju oraz w przypadku sytuacji nadzwyczajnej kieruje zarejestrowanego turystę do właściwej placówki dyplomatyczno-konsularnej. Rejestracja trwa jakieś 2 minuty więc myślę, że warto.

Czy w Tunezji jest bezpiecznie?

Jak to nasza Pani rezydent powiedziała, zamach może stać się w każdym kraju, na co my wpływu nie mamy. Jednak jeśli chodzi o samym Tunezyjczyków, są oni raczej przyjaźnie nastawieni do turystów, fakt faktem dość bardzo przyglądają się ludziom, ale od tego chyba jeszcze nikt nie zginął. Jedna ważna zasada, której powinniśmy się trzymać, to nie zapuszczać się w dziwne alejki, których w tunezyjskich miastach jest ogrom. Ponadto raczej nie polecam kobietom włóczyć się samym po miastach – po co kusić los. W końcu pamiętajmy, nie jesteśmy u siebie, choć i Polsce dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Zdrowy rozsądek to podstawa.

Tunezja czy warto, czyli wysypisko śmieci

Tak właśnie, pierwsze co zobaczycie po opuszczeniu lotniska to wysypisko śmieci, które ciągnie się przez większą część przepięknych terenów. Dlatego jedyne co można zarzucić Tunezyjczykom jest fakt, że nie dbają o to co mają, a mają na prawdę wiele. Przepiękne tereny i dostęp do niesamowitego, błękitnego Morza Śródziemnego, co można byłoby dobrze wykorzystać, chociażby przyciągając do siebie znacznie większą ilość turystów, w końcu na tym w dużej mierze opierają się ich zarobki. Niestety Tunezyjczycy maja to gdzieś, a szkoda.
Mimo, iż droga do hotelu i towarzyszące jej widoki nieco mnie przeraziły, gdzieś tam miałam nadzieję, że nie będzie tak źle i miałam rację. Tunezja posiada miejsca, które potrafią pokazać ją od tej lepszej, piękniejszej strony, jednak dzisiaj nie będę o nich pisać – tą część pozostawię na drugi wpis, który mam nadzieję, że przekona Was do wizyty w tej części Afryki. 

Wybór hotelu w Tunezji


W maju nieco poszaleliśmy wybierając 5 gwiazdkowy hotel Jaz Aquamarine Resort w Egipcie. Jak się więc możecie domyślać, tym razem mieliśmy znacznie okrojony budżet, choć wiadomo w sezonie trudno znaleźć tanio 8 dni pobytu, nawet w Polsce. Swoją drogę z tego co słyszę niejednokrotnie za tygodniowy pobyt nad Polskim morzem, płaci się tyle samo co w krajach egzotycznych. Różnica jest taka, że nasze morze jest zimne, a szanse na słoneczną pogodę to 50/50. Za granicą natomiast mamy gwarancję wysokiej temperatury i cieplutkiego morza. Wracając do hotelu, tym razem zdecydowaliśmy się na coś znacznie tańszego – hotel Neptunia.

Trzygwiazdkowy hotel Neptunia – Monastir, Tunezja

Neptunia to hotel położony w typowo turystycznej dzielnicy Skanes, jakieś 7 km od centrum Monastir, a 55 km od lotniska w Enfidha, na którym to lądowaliśmy. To 3 gwiazdkowy hotel, który ma już swoje lata, ale oczywiście oboje z mężem widzieliśmy w nim potencjał. Wystarczyłoby jedynie delikatnie zainwestować. Po pierwsze odnowić łazienki i korytarze, po drugie zatrudnić lepsze sprzątaczki czy ogrodników. Tak czy inaczej wydaje mi się, że jak na tunezyjskie warunki hotel był naprawdę w niezłym stanie. Teraz już wiem, że jeśli Tunezja, to nie ma co się nastawiać na luksusy, ale nam to nie przeszkadzało, no może odrobinę na początku. Ważne, że jesteśmy bogatsi o kolejne doświadczenia.
W hotelu znajdziemy ponad 100 pokoi, lobby, recepcję, restaurację, kącik dla dzieci itp., na zewnątrz natomiast duży taras, basen, scenę, czy bar przy plaży, czyli tak naprawdę wszystko co potrzebne. W ciągu dnia przy basenach nie brakowało atrakcji, szkoda tylko, że wieczorami jedynie co było dostępne to zabawy dla dzieci. Dlatego najczęściej wieczory spędzaliśmy na tarasie przy barze lub na balkonie w pokoju. Dużym atutem hotelu Neptunia było położenie bezpośrednio przy piaszczystej plaży, dzięki czemu codziennie pływaliśmy w morzu, a czasem nawet snoorkowaliśmy.
Ku naszemu zaskoczeniu również i jedzenie było naprawdę smaczne, może wybór niewielki, ale potrawy dobrze przygotowane i przyprawione.
Ogólnie hotel nie należy do najpiękniejszych, ale spędziliśmy w nim naprawdę super tydzień, tym bardziej, że jak na sezon zapłaciliśmy wysoki naprawdę niewiele! (nie wiem jak to się stało, ale niestety nie mam zdjęć z pokoju). 

Zemsta, już nie faraona, ale dalej była…

Pamiętacie jak przy okazji wpisu z Egiptu pisałam, że mój brzuch jest bardzo wrażliwy? Nie mogło być więc inaczej, zemsta dopadła mnie również w Tunezji. Zaczęło się bardzo niewinnie… w 5 dniu wakacji miałam odruch wymiotny na widok owoców morza, szczerze myślałam, że po prostu mnie obrzydzają. Jednak na drugi dzień czułam się nieco gorzej – lekko dobita, z nudnościami i delikatną biegunką. Oczywiście po jakimś czasie tabletki, które miałam przy sobie podziałały i czułam się znacznie lepiej. Nawrót miałam dzień po powrocie do Polski, objawy typowego zatrucia, które kompletnie nie ustawały. W pewnym momencie zastanawiałam się czy nie przywiozłam ze sobą jakiegoś „świństwa”, jednak parę dni i wszystko się unormowało. Tak już mam, ale jak w Egipcie tak i w Tunezji, nie zepsuło mi to urlopu! Wiadomo - nie jest to coś komfortowego, jednak jadąc do innego kraju trzeba mieć świadomość, że taka sytuacja może się zdarzyć. Na koniec mogę dodać, że  "klątwy" łapią mnie również w polskich hotelach :).


Jakiej temperatury spodziewać się w sierpniu w Tunezji? Temperatura w morzu, co pływa w morzu?

Tunezja co prawda położona jest trochę bardziej na północ niż Egipt, ale to dalej Afryka więc i tam możecie spodziewać się upałów przekraczających 35 stopni. Odczuwalna temperatura jest znacznie wyższa, ale w końcu do ciepłych krajów jedziemy po to by wygrzewać się na słoneczku i moczyć w morzu czy basenie. Co prawda ta temperatura dość mocno utrudnia zwiedzanie, ale coś za coś. Wieczory natomiast ciepłe, ale nie upalne. Bez włączonej klimatyzacji ciężko przespać noc.
Morze, podobnie jak w Egipcie cieplutkie, tak więc z wielką przyjemnością zanurzaliśmy się w nim codziennie. Jedynym minusem było to, że podczas przypływu w morzu pływało mnóstwo wodorostów, ale zdarzały się dni kiedy było czyściutkie do tego stopnia, że oglądaliśmy rybki pod wodą – swoją drogą bardzo ładne i nie bały się nas.

Co jeszcze warto wiedzieć przed wizytą w Tunezji:

Język – arabski, francuski. Po angielsku można się porozumieć, ale nie ze wszystkimi.
Waluta   dinar (TND), 1 TND = ok. 1,3 PLN. Pieniądze można wymienić na lotnisku lub w hotelu. Ważne jest to, że Tunezja zabrania wywozu swojej waluty poza kraj, także nie warto rozmieniać zbyt dużej sumy.
Napiwki -  w przeciwieństwie do Egiptu, w Tunezji nikt nachalnie nie wyciąga napiwku, choć wiadomo, każdy oczekuje.
Podatek turystyczny – z tym pierwszy raz się spotkałam (pomijając Polskę), nas wyniósł około 10 Euro za 8 dni, co wydawało mi się dość sporo. 

Dobrnęłam do końca i mam nadzieję, że Was nie zanudziłam! W kolejnym poście szykujcie się na dużo fajnych zdjęć z malowniczych miejscowości.  Stay tuned!

Zobaczcie też:

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger