Co warto zobaczyć na Cyprze (Republika Cypryjska) ?

Tematyka podróżnicza cieszy się dużą popularnością na moim blogu – może powinnam przekształcić stronę i zrezygnować z recenzji kosmetyków i stylizacji na rzecz podróży? Musiałabym wówczas zrezygnować również z pracy na pełny etat by mieć na to wszystko czas :). Moje życie nie jest jednak jeszcze na to gotowe, dlatego musi pozostać tak jak jest…. ale kto wie, może kiedyś – zawsze można pomarzyć.

Ostatnio na moim blogu mogliście przeczytać na temat praktycznych wskazówek dotyczących wyjazdu na Cypr. Ponadto na drugim blogu – Związek na patelni, pojawił się wpis, w którym polecaliśmy wspólnie z mężem cypryjskie restauracje i knajpy. Mam nadzieję, że oba wpisy będą/były dla Was przydatne i choć jedna osoba skorzysta z naszych wskazówek. Po opublikowaniu tych postów dostałam od Was pytania, ile sumarycznie wydaliśmy za całą wycieczkę. Nie jestem w stanie podliczyć szczegółowo kosztów (nie pomyśleliśmy i nie zbieraliśmy paragonów, następnym razem się poprawimy). Jednak wydaje nam się, że zmieściliśmy się w kwocie 2300 zł za 4 doby w hotelu, przelot samolotem w obie strony, wynajem samochodu i paliwo, codzienne wizyty w restauracjach, „spożywkę”, rezerwację parkingu w Polsce i dojazd na lotnisko. Dużo? Według mnie nie! Niejednokrotnie za podróżowanie po Polsce płaci się więcej. Dlatego zachęcam Was do zorganizowania tego typu wycieczki. Tym bardziej, że jest co zwiedzać!

Co warto zwiedzić w południowej części Cypru?
Cypr jest piękny… ale jeśli chcecie go zwiedzić na spokojnie, to jeszcze raz polecę Wam miesiące poza sezonem. Wyspa wówczas nie jest „zapchana” turystami, a temperatury sprzyjają długim wycieczkom. Podczas naszego pobytu przebyliśmy około 400 km samochodem i pewnie kilkanaście kilometrów pieszo. Wszystko po to by zobaczyć jak najwięcej i cieszyć się cudownymi widokami i terenami, które ogromnie nas zaskoczyły – wiedzieliście, że na Cyprze jest tak zielono? My spodziewaliśmy się skał otoczonymi cudownym morzem. Było trochę inaczej, ale równie pięknie!

DZIEŃ PIERWSZY 31.01
W tym dniu pogoda nas trochu zaskoczyła. Rano przywitało nas cudowne słońce, które po chwili zamieniło się w przelotne opady i chłodny wiatr. Nie powstrzymało nas to jednak przed zwiedzaniem i wizytą w Łaźniach Afrodyty, miejscowości Neo Chorio. Tego dnia przejechaliśmy około 100 km.
Pierwszy przystanek Potima Beach. Gdy tylko zobaczyliśmy cudowne morze tuż obok drogi, którą jechaliśmy, musieliśmy się zatrzymać. Obłędne widoki!
Kolejnym równie pięknym miejscem, w którym zrobiliśmy sobie przystanek, była miejscowość Agios Georgios Pegeias. Tam mogliśmy podziwiać cudowną przystań niczym z amerykańskich filmów i grecki kościół znajdujący się na skałach – widok niesamowity, ale to sami zobaczcie.
Następnym punktem na naszej mapie, w które niespodziewanie skręcił mój mąż był Pikini Forest, znajdujący się w środku lasu, w pobliżu  miejscowości Peja. To niesamowite miejsce piknikowe, które bardzo nam się spodobało i aż żałowaliśmy, że nie wzięliśmy ze sobą nic do jedzenia.  Drzewa, które tam się znajdują robią wrażenie!
Zanim dotarliśmy do Łaźni Afrodyty, zatrzymywaliśmy się notorycznie podziwiając cudowne góry, które otaczały kręte drogi. Niestety z tego momentu mamy najmniej zdjęć, gdyż wtedy towarzyszył nam nagły ulewany deszcz, który zepsuł widoki. Niemniej jednak i tak było pięknie.
Docelowym miejscem były Łaźnie Afrodyty, muszę przyznać, że spodziewałam się trochę innych widoków. Okazało się jednak, że aby dojść do samych Łaźni, a w zasadzie niewielkiej sadzawki, trzeba było przejść las – wyglądało to niczym scena z horrorów (las deszczowy i sadzawka otoczona korzeniami drzew). Wyżej nad Łaźniami, znajdował się Szlak Afrodyty, gdzie można było pospacerować i podziwiać widoki. Mimo, iż w tym momencie towarzyszyło nam cudowne słońce, przejście tego szlaku zajmuję około 3 godzin, dlatego my nie zdecydowaliśmy się na to. Woleliśmy zejść bliżej morza i zrobić kilka zdjęć.
Nieopodal Łaźni Afrodyty, zatrzymaliśmy się by podziwiać cudowne palmy i niewielką przystań w miejscowości Latsi. Niestety znów zaczęło padać więc dosłownie biegliśmy do auta. Drogę powrotną do hotelu wybraliśmy nieco inną niż wcześniej, dzięki czemu zobaczyliśmy drugą stronę wyspy, czyli niewielkie wioski (w tym plantacje pomarańczy), w których ludzie zajmują się rolnictwem.

DZIEŃ DRUGI 01.02
W tym dniu narzuciliśmy sobie dość dużo celów, bo Klasztor Neofita w Tali, Skały Afrodyty Petra tu Romiu, miasteczko Pissouri oraz słone jezioro Limassol na półwyspie Akrotiri (zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii), gdzie planowaliśmy zobaczyć flamingi. Jak sądzicie widzieliśmy je? Łącznie przejechaliśmy około 175 km, a pogoda była wręcz wymarzona. 
Z rana po śniadaniu wyruszyliśmy w poszukiwaniu latarni, droga do niej ciągnie się piękny deptakiem w pobliżu lazurowego morza – widoki obłędne.
Następnym naszym celem był Klasztor Neofitów, który znajduje się u podnóża gór w miejscowości Tala. Zobaczcie jak tam jest pięknie! Zdecydowanie warto było tam jechać.
Po wizycie w klasztorze postanowiliśmy kilka chwil odpocząć w hotelu, po to by wyruszyć w kierunku jeziora Limassol. Po drodze odwiedziliśmy Świątynię Afrodyty w miejscowości Kuklia, która niezbyt nas zachwyciła. Nie dość, że trzeba płacić za wstęp to widoki wcale nie rewelacyjne.
Następnie wyruszyliśmy w kierunku Petra tou Romiou, po drodze jednak kilkakrotnie zatrzymywaliśmy się gdyż widoki były takie, że zapierało dech w piersiach. Jednak skały Afrodyty przebiły wszystko - cudowne miejsce, które będąc na Cyprze koniecznie trzeba zobaczyć. Białe skały, kręte drogi i morze – idealnie!
Podziwiając z samochodu widoki wyruszyliśmy w poszukiwaniu flamingów. Przejechaliśmy kilkanaście kilometrów do jeziora Limassol i zobaczyliśmy brudne jezioro bez jednego flaminga. Trochę było mi przykro, bo strasznie się na nie nastawiłam, a do tego zmarnowaliśmy około półtorej godziny czasu. No nic czasem tak bywa, następnym razem może się uda. Stwierdziliśmy więc, że skoro przejechaliśmy już tyle kilometrów to odwiedzimy pobliski zamek. Godziny były już późne więc mogliśmy jedynie go obejrzeć z zewnątrz.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o cudowne miasteczko Pissouri, które okazało się przepiękne, dlatego ubolewaliśmy bardzo, że dotarliśmy już tam po zmroku. Gdybym miała wybierać miejsce na wyspie, w którym mogłabym zamieszkać to wybrałabym właśnie Pissouri. Niewielki, spokojne miasteczko, które znajduje się na skale dzięki czemu widok stamtąd jest dosłownie genialny! Ponadto wąskie uliczki dodają mu niezwykłego uroku.

DZIEŃ TRZECI 02.02
Przypomnieliśmy sobie, że chcieliśmy zobaczyć wrak rozbitego statku Edro III, który znajduje się u wybrzeży wyspy, w pobliżu miejscowości Peja. Tak więc plan na ten dzień – ponownie Tala, Coral Bay, Edro III, a później spacer do portu. Tego dnia wykonaliśmy około 45 km samochodem i 12 km pieszo.
Z rana wyruszaliśmy do malowniczej miejscowości Tala, gdzie zrobiliśmy kilka zdjęć i pospacerowaliśmy po okolicy. Następnie wyruszyliśmy w kierunku Coral Bay w poszukiwaniu wraku statku Edro III. Gdy dotarliśmy na miejsce zachwyciłam się widokami, były jeszcze lepsze niż poprzedniego dnia. Pomarańczowe skały w otoczeniu lazurowego morza, oświetlone słońcem wyglądały bosko, aż chciało tam się zostać i wygrzewać się na słońcu. Koniecznie będąc na Cyprze trzeba odwiedzić to miejsce.
Po chwilowym odpoczynku w hotelu, wyruszyliśmy pieszo w kierunku portu w Pafos. Jest to dość droga miejscówka - to takie centrum turystyczne w Pafos. Niemniej jednak widoki piękne, które warto zobaczyć. Z tamtego miejsca możemy się wybrać do latarni czy zwiedzić zamek, za który oczywiście trzeba zapłacić.

DZIEŃ CZWARTY 03.02
Był to dzień powrotu do Polski, dlatego postanowiliśmy się nie forsować, tym bardziej, że na drugi dzień oboje z mężem musieliśmy iść do pracy. Z hotelu wymeldowaliśmy się około godziny 11 i wyruszyliśmy w kierunku lotniska. W jego pobliżu odwiedziliśmy jeszcze plażę Rikkos Beach, gdzie pospacerowaliśmy po piasku i zamoczyliśmy nogi w zimnym morzu oraz  fajną miejscówkę koło lotniska - Timi picnic site. Tego dnia zrobiliśmy około 30 km.
Czas spędzony na Cyprze był cudowny, na pewno będę go miło wspominać i z chęcią wrócę tam ponownie. Tym razem chętnie odwiedzę drugą część wyspy.

Mała ciekawostka na koniec: na Cyprze jest mnóstwo kotów, które przyczepiają się i chodzą za turystami. Patrzcie jakie słodziaki:
Podczas wycieczki na Cypr naszą uwagę, oprócz dużej ilości kotów, zwróciło również oświetlenie uliczne LED, które rozświetlało bulwary przy Kennedy Square. Tego rodzaju lampy uliczne są znacznie bardziej przyjazne dla naszych oczu, bardzo poprawiają widoczność w miejscu gdzie występują, a w połączeniu z innymi źródłami światła (takimi jak, np. podświetlenie ławek kamiennych) dają bardzo ciekawy efekt. Sami zobaczcie.

Zobaczcie też:

Do następnego!

1 komentarz:

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger