Nowości Fitomed warte uwagi!

Markę Fitomed znam już długo. Pierwszy raz miałam z nią styczność jakieś 2 lata temu. Wówczas sprawdzałam działanie maski antyoksydacyjnej oraz serum do cery mieszanej. Z obu kosmetyków była bardzo zadowolona. Tym razem postawiłam na dwa nowe jak dla mnie produkty: krem pod oczy Kocanka Włoska oraz różową glinkę do skóry suchej.


OPAKOWANIE
Krem znajduje się w plastikowej, 30 ml tubie, do której dołączona jest wygodna pompka. Aplikator nie zacina się i dobrze działa wydobywając z tubki odpowiednią ilość produktu. Szata graficzna kosmetyku jest bardzo prosta – białe tło z zielonymi dodatkami. Jak dla mnie nie jest to opakowanie, które przyciąga wzrok i namawia do zakupu. Jednak nie to jest najważniejsze!

KONSYSTENCJA I ZAPACH
W środku opakowania znajdziemy delikatny kosmetyk o kremowym kolorze i świetnej konsystencji, która doskonale się nakłada i szybko wchłania, choć momentami wyczuwalny jest tłusty film. Z tego powodu zdecydowanie wolę stosować ten krem wieczorem. Jeśli chodzi o zapach to jest on dość specyficzny, ale trudny do określenia. Na szczęście jest on praktycznie niewyczuwalny.

DZIAŁANIE
W składzie kremu pod oczy Fitomed zawarto takie składniki jak: masło kakaowe, masło shea, olej z nasion słonecznika, olej z czarnej aronii, wyciąg z kwiatów nagietka, olej z nasion marchwi oraz rzecz jasna kocankę włoską. Krem jak sama nazwa wskazuje przeznaczony jest do pielęgnacji okolic oczu. Dobrze nawilża, wygładza, odżywia oraz co mile mnie zaskoczyło, redukuje oznaki zmęczenia. Po aplikacji skóra jest delikatniejsza w dotyku, a rano po przebudzeniu da się zauważyć, że jest wyraźnie odżywiona. Krem nie likwiduje mojego problemu z cieniami pod oczami, ale za to dobrze nawilża skórę w tych miejscach.

Dla mnie jest to produkt godny zainteresowania i polecenia. Dobrze działa, a cena nie odstrasza.


OPAKOWANIE, KONSYSTENCJA I ZAPACH
W tym przypadku mamy plastikowe, przeźroczyste pudełeczko zakręcane wieczkiem, zdobione biało-różową etykieta. Na początku nie spodobało mi się, że na etykiecie nie ma praktycznie żadnych informacji chociażby sposób użycia. W środku znajdziemy różowy (a raczej pomarańczowy) proszek, który pachnie jak błotko, jednak po nałożeniu na skórę woń szybko znika.

SPOSÓB UŻYCIA
Jak już wspomniałam na opakowaniu nie zajdziemy informacji o sposobie użycia. Jednak nie jest to nic trudnego! Dwie łyżeczki glinki mieszamy z 2 lub 3 łyżeczkami ciepłej wody oraz dodajemy kilka kropelek olejku - ja zazwyczaj dodaję uniwersalnego olejku Annabelle Minerals. Tak przygotowaną papkę nakładamy na twarz i trzymamy około 10 minut – nie dopuszczamy by glinka zastygła, w tym celu możemy ją spryskiwać wodą lub hydrolantem. Następnie zmywamy całość i przechodzimy do dalszej pielęgnacji.

DZIAŁANIE
W tym produkcie znajdziemy 2/3 naturalnej białej oraz 1/3 różowej glinki, które zawierają minerały takiej jak: krzem, aluminium, żelazo, magnez, sód, fosfor, potas i wapń. Zadaniem glinki jest wygładzanie, wzmacnianie i kojenie. Polecana jest do cery suchej, dojrzałej, wrażliwej, a także skłonnej do podrażnień.
Co zauważyłam po kilku aplikacjach? Skóra jest przede wszystkim oczyszczona, wygładzona i doskonale przygotowana do dalszych kroków pielęgnacji. Zauważyłam też, że po zmyciu powstają na skórze czerwone plamy, ale bardzo szybko znikają – nie wiem czym to jest spowodowane. Tak czy inaczej glinka sprawiła na mnie pozytywne wrażenie i chętnie po nią sięgam.

Napiszcie, czy znacie markę Fitomed i ich kosmetyki, a także czy stosujecie glinki i jak się u Was sprawdzają.

Zobaczcie też:

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger