Lakiery hybrydowe Voom Nails

Nareszcie doczekaliśmy się tego najpiękniejszego, najbardziej magicznego miesiąca w roku. Kto jeszcze odlicza do Świąt? Bo ja już nie mogę się doczekać. Dzisiaj jednak mamy równie fajny dzień – mikołajki. Spodziewacie się prezentów? Pisaliście list do Mikołaja? :)

Ostatnio w moje ręce wpadły całkiem nowe, jak dla mnie, lakiery hybrydowe marki Voom Nails. Od czasu, kiedy sama wykonuję manicure hybrydowy, przewinęło mi się już mnóstwo marek. Jedne lepsze, drugie gorsze. Niektóre zapowiadały się bardzo ciekawie, a po chwili okazywało się, że są totalną klapą. Największymi minusem jest sytuacja, gdy lakier po paru godzinach zwija się na płytce paznokciach, wówczas cały manicure trzeba robić od nowa i tracimy czas. Nie lubię też, gdy po nałożeniu drugiej warstwy, płytka dalej prześwituje. Jak dla mnie nakładanie trzech warstw lakieru to już lekka przesada – paznokcie wyglądają wtedy niezbyt naturalnie. A jak się sprawdza marka Voom Nails

Zamawiając produkty wybrałam trzy rzeczy: 2 lakiery i pyłek. Natomiast w paczce dotarł do mnie jeszcze cały zestaw do wykonania manicure (waciki, drewniane patyczki, pilnik, polerkę, remover, clearner, primer kwasowy, oliwkę, bazę oraz top). Muszę przyznać, że najbardziej ucieszyłam się z oliwki, a dlaczego? O tym przeczytacie poniżej. Zanim jednak przejdę do opisu poszczególnych produktów, na wstępie powiem, że nie stosuję primera kwasowego oraz removera, dlatego nie będę mogła Wam opowiedzieć jak się sprawdziły.  

Wszystkie praktycznie są takie same, ale jest parę rzeczy, które wyróżniają cleaner marki Voom Nails. Po pierwsze opakowanie. Odtłuszczacz mieści się w plastikowej buteleczce z atomizerem, przez co jest bardzo wygodny w użytkowaniu. Wystarczy spryskać płytkę lub wacik i przetrzeć. Po drugie zapach. Ten cleaner ma przyjemny owocowy zapach, który nie drażni nosa. Dodatkowo nie wysusza skóry w okolicach płytki, z czym często miałam problem. 

Tą oliwkę po prostu pokochałam. Nie dość, że ma fantastyczny malinowy zapach, doskonale nawilża skórki i pielęgnuje płytkę to dodatkowo posiada opakowanie zakończone sztyftem. Jest to niezwykle wygodne i w końcu możemy wydobyć tyle olejku, ile jest nam potrzebne w danej chwili. 

Zarówno baza jak i top mają bardzo podobna do siebie konsystencję, która bardzo dobrze rozprowadza się po płytce paznokcia. Obie trzymają się dobrze i co najważniejsze, nie odchodzą od płytki. Top dodatkowo ładnie nabłyszcza lakier i nie ściera się. 

Tym razem postawiłam na delikatne kolory: jasny róż i termiczny lakier jagodowo-niebieski. Oba mają świetna konsystencję, dobrze rozprowadzają się po płytce i nie tworzą smug. Jeśli chodzi o pigmentację, to wydaje mi się, że lakier termiczny ma zdecydowanie lepszą. Wystarczy jedna warstwa by cieszyć się pięknym kolorem. Natomiast w przypadku koloru różowego nie obejdzie się bez dwóch warstw. Pędzelek w obu przypadkach jest dobrze wyprofilowany co ułatwia aplikację lakieru.
Chase The Bunnynumer 609. Ten lakier urzekł mnie już na samym początku i jest moim faworytem. To bardzo delikatny odcień pudrowego różu, który ze złotymi dodatkami prezentuje się fantastycznie. Myślę, że w najbliższym czasie nie będę się z nim rozstawać.
Never Be The Same – numer 704. Już dawno byłam ciekawa lakierów termicznych, więc w końcu przyszła pora by je wypróbować. W tym przypadku mamy odcień niebieski i rozbielonej jagody. Kolory zmieniają się pod wpływem zmiany temperatury. Gdy płytka jest ciepła ma odcień jagody, a gdy zimna odcień niebieski. Najlepsze, że gdy kolory się zmieniają, na naszej płytce tworzy się przepiękne ombre. 

Ostatnią rzeczą jaką znalazłam w paczce był pyłek Chameleon Flakes – Red (cena: 24,70 zł). Jestem fanką tego typu zdobień, gdyż wzorki nie do końca mi wychodzą. Potrzeba na to sporo czasu, a w przypadku pyłku w kilka sekund mamy fajny efekt. Pyłek Chameleon Flakes – Red fajnie prezentuje się na każdym kolorze, bo praktycznie go przykrywa. Dobrze się trzyma i nie osypuje się z płytki paznokcia. Oczywiście należy go dobrze zabezpieczyć topem. 
Marka Voom Nails zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Na pewno będę sięgać po nią częściej, tym bardziej, że oferuje duży wybór kolorów. Poniżej możecie zobaczyć jak odcień Chase The Bunny prezentuje się na paznokciach wraz ze złotymi dodatkami. 
Napiszcie w komentarzach czy znacie markę.

Zobaczcie też:
- marmurkowy wzorek;
- świąteczne paznokcie.

Do następnego! 

1 komentarz:

  1. Pyłej jest piękny, całość cudnie się prezentuje na pazurkach.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger