Kawa, croissant i… ciężarówka. Paryż na pauzie weekendowej!
.jpg)
Od jakiegoś czasu wierciłam dziurę w brzuchu mojemu mężowi o wizycie w Paryżu. Wyobrażałam sobie: piękny dzień, spacer przy Wieży Eiffla, kawa i przede wszystkim świeży, chrupiący croissant. Jednak jakoś nie było nam po drodze. Raz bilety lotnicze kosztowały „miliony monet”, albo w kalendarzu widniały inne wyjazdy, lub po prostu brakowało czasu. Zawsze coś!
Ale jak to mówią co się odwlecze, to nie uciecze. Paryż po prostu cierpliwie na nas czekał.
Nietypowa praca i pierwsza taka trasa - Paryż czeka
Jeśli śledzisz mojego Instagrama, to pewnie już wiesz, że w moim życiu zawodowym zaszła spora rewolucja. Zmieniłam pracę na dość nietypową – szczególnie jak na kobietę. Zostałam kierowcą zawodowym na trasach międzynarodowych! A że jeździmy w podwójnej obsadzie razem z mężem, nowe wyzwanie stało się naszą wspólną codziennością.
I zgadnijcie, gdzie rzuciła nas moja pierwsza trasa? Dokładnie tak – pod sam Paryż! Na dodatek idealnie złożyło się, że właśnie podczas weekendowej pauzy.
.jpg)
.jpg)
Co prawda pogoda postanowiła dać nam wycisk, bo z nieba lał się żar, a termometry pokazywały ponad 40 stopni w cieniu… Ale czy moglibyśmy darować sobie spacer pod wieżą, będąc tak blisko? Oczywiście, że nie!
Paryż za "grosze"
Zostawiliśmy ciężarówkę na parkingu i ruszyliśmy w drogę. Najpierw czekał nas około 30-minutowy spacer na piechotę do stacji kolejowej. Tam wsiedliśmy w pociąg (bilet kosztował około 2 euro na osobę na cały dzień!) i po 45 minutach wysiedliśmy niemal pod samą Wieżą Eiffla.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Co prawda nie miałam na sobie wymarzonej, czerwonej sukni do zdjęć, ale za to było wszystko, co najważniejsze, czyli wspólny spacer tuż obok wieży oraz croissant z widokiem na stolicę Francji.
Bingo na 2026 rok zaliczone! Paryski wypad kosztował nas łącznie może ze 100 złotych. Bez przepłacania, za to z masą satysfakcji.
Czy wróciłabym tam znowu?
Oczywiście! Zwiedzaliśmy w sporym pośpiechu. Z jednej strony doskwierał nam okropny upał, z drugiej – nieubłaganie tykał zegar. Po 22:00 kończyła nam się pauza i musieliśmy wracać do ciężarówki, by ruszyć w kolejną trasę.
.jpg)
.jpg)
Paryż rozbudził nasz apetyt. Bardzo chciałabym tam wrócić, spędzić chociaż jedną noc, zobaczyć miasto rozświetlone tysiącem świateł i poczuć jego prawdziwy klimat. Dużo się mówi o tym, że w Paryżu bywa niebezpiecznie – my na szczęście tego nie odczuliśmy. Po prostu chłonęliśmy widoki i cieszyliśmy się chwilą.
Kto by pomyślał, że pierwsze wielkie marzenie z listy "do zrobienia" odhaczę na pauzie między trasami? Życie potrafi pozytywnie zaskakiwać!
Miałaś/eś kiedyś sytuację, że spełniłaś/eś swoje marzenie w najbardziej nieoczekiwanym momencie? Daj znać w komentarzu.
Do następnego!
Komentarze
Prześlij komentarz