Hajdúszoboszló, Budapeszt, Tokaj

Mój pierwszy tydzień urlopu minął bardzo szybko. Pewnie dlatego, że dużo się działo - pakowanie i wyjazd na kilka dni leniuchowania. Początkowo mieliśmy wylądować we Włoszech, nieopodal słynnego jeziora Garda. Jednakże zmieniliśmy kierunek i zdecydowaliśmy się na Węgry. W sumie cieszę się, że tak wyszło bo okazało się, że temaperatura tam codziennie sięgała 40 stopni. Strach pomyśleć ile w tym samym momencie było we Włoszech.

Na naszą wycieczę wybraliśmy się tym razem dwoma samochodami osobowymi w 10 osób - był to wyjazd typowo rodzinny. Pobudkę zaplanowaliśmy już o godzinie 04.30, a wyjazd po 05.00. Ale jak zwykle bywa przy takiej liczbie osób z domu wyruszyliśmy dopiero o godzinie 06.00. Po drodze mieliśmy kilka przystanków - dwa jeszcze w Polsce, jeden na Słowacji i Węgrzech. Cała droga zajeła nam około 6 godzin, wliczając dłuższe przystanki. Przy takich upałach częste zatrzymywanie się było obowiązkowe.
Cel wyjazdu:
Naszym celem wyjazdu były trzy miejscowości: Hajduszoboszlo - gdzie nocowaliśmy, Budapeszt oraz miasteczko wina Tokaj. Oczywiście najwięcej czasu spędziliśmy w Hajduszoboszlo. Przyznam szczerze, że przy temperaturze 40 stopni z chęcią siedziałabym tam przez cały wyjazd i moczyła się w basenach. Jak się domyślacie drugi dzień po przyjeździe spędziliśmy na słynnych basenach. Mimo iż było sporo ludzi było super. Kompleks ma tyle atrakcji, że spokojnie każdy znajdzie coś dla siebie, nawet osoby, które nie lubią pływania.
Do Budapesztu wybraliśmy się na bardzo szybkie zwiedzanie. Od Hajduszoboszlo do stolicy kraju było około 2 i pół godziny jazdy. Nie ukrywam, że podróż w takich upałach była bardzo męcząca, ale warto zobaczyć to miasto. Jest tam przepięknie i już planujemy z mężem dłuższy pobyt. Pewnie na wiosnę w przyszłym lub kolejnym roku - zobaczymy.
Tokaj to w sumie był cel podróży mój i mojego męża. Oboje chcieliśmy zobaczyć winnice i cieszę się, że spełniłam swoje kolejne marzenie. To małe, urokliwe, węgierskie miasteczko u stóp góry, a na jej zboczach podziwiać możemy właśnie słynne winnice. Oczywiście jak przystało na miasto wina, można zaopatrzyć się tam w wyśmienite trunki. Najsłynniejsze wino jakie możemy tam kupić to biały Tokaj. Szkoda tylko, że spędziliśmy tam tylko ok. 2 godziny, ale nie martwię się ponieważ Tokaj to kolejne miejsce na Węgrzech, które na pewno odwiedzę ponownie.
Nocleg:
Pierwszy raz to nie mój mąż planował nocleg, a moja siostra. Wybrała dwa apartamenty, w którym znajdowały się dwa pokoje, aneks kuchenny oraz łazienka. Do jednego apartamentu wchodziło 5 osób (4 dorosłe i dziecko), a więc jak dla nas było idealnie. Na miejscu jednak okazało się trochę inaczej. Z racji tego, że zabrakło im miejsc (!) otrzymaliśmy inne pokoje w innym hotelu - jeden apartament i dodatkowo dwa oddzielne pokoje. Paradoksalnie wyszło lepiej, ponieważ hotel, w którym wylądowaliśmy dysponował własnymi basenami oraz sauną, z której, po mimo upałów, również skorzystaliśmy. Wszystko to oczywiście za tą samą cenę.

Powrót:
Droga powrotna była dość ciężka. Wszyscy zmęczeni, jednak szczęśliwie wróciliśmy do domu. Postuj w Tokaju przedłużył powrót.

Cieszę się, że mogłam odwiedzić kolejne państwo, które bardzo mnie zauroczyło. Na pewno odwiedzimy je ponownie. Oboje z mężem strasznie nakręciliśmy się na weekend w Tokaju, więc pewnie niedługo tam zawitamy. Weekend z degustacją win - to może być coś.

Dajcie znać czy byliście na Węgrzech i czy Was też tak ten kraj zauroczył.

Do następnego! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger