Lakier hybrydowy i pyłek Claresa

Hybrydy na paznokciach - jedni je lubią, a drudzy unikają. Wszystko zależy od kondycji płytki i tego za czym bardziej przepadamy. Osoby, które nie malują paznokci mają problem rozwiązany. Ja jednak nie potrafię długo wytrzymać bez manicure, dlatego hybrydy są dla mnie idealnym rozwiązaniem. Po pierwsze są wygodne. Praca w biurze nie jest do końca "czystą pracą", kartki papieru dość mocno niszczą dłonie i paznokcie, a więc malując płytkę zwykłym lakierem musiałbym tę czynność powtarzać co drugi dzień, a hybrydy wytrzymują nawet do 3 tygodni. Po drugie wyglądają ładniej niż zwykły lakier - top, który nakładamy jako ostatnią warstwę pięknie nabłyszcza płytkę tworząc idealne dopełnienie całości. Oczywiście tak jak wszystko, również hybrydy mają swoje minusy. Niszczą płytkę paznokcia i niejednokrotnie wywołują uczulenie (na szczęście mnie jeszcze nie dotyczył żaden z tych problemów i mam nadzieję, że tak pozostanie).

Kilka dni temu na moim blogu mogliście zobaczyć przepiękny efekt"kociego oka" na paznokciach, którym zachwycam się do dziś. Tym razem pokaże Wam ciemny fiolet i pyłek syreni, który jest jednym z prostszym zdobień jakie można wykonać na paznokciach...

Muszę przyznać, że pierwszy raz do mojej kolekcji lakierów trafił odcień fioletu (i to w dodatku ciemnego fioletu - Purple Dolphin). Z reguły mój wybór padał na kolory różowe, niebieskie i czerwone, ale tym razem stwierdziłam, że musi być inaczej. Wcześniej fiolet nie był moim ulubieńcem, ale teraz przypadł mi do gustu. Uważam jednak, że odcień Purple Dolphin w połączeniu ze srebrnym tworzy dość zimny efekt, który idealnie pasuje na zimowe dni.
O konsystencji, napigmentowaniu i opakowaniu lakierów Claresa pisałam już wcześniej tutaj.  Dzisiaj mogę coś więcej napisać na temat ich trwałości. Producent twierdzi, że lakiery Claresa są trwałe aż do 30 dni, z czym mogę się zgodzić. Efekt "kociego oka" nosiłam na paznokciach przez ponad dwa tygodnie. Przez ten czas lakier mi nie odpryskiwał i nie odchodził płatami. Gdyby nie fakt, że moje paznokcie dość szybko rosną, śmiało mogłabym chodzić w jednym manicurze przez 3 tygodnie, albo i dłużej.

Lakiery Claresa są jednymi z tańszych i lepszych jakościowo produktów do paznokci jakie można znaleźć na naszym rynku. Z przyjemnością będę po nie sięgać częściej, tym bardziej, że sklep w swojej ofercie posiada przepiękną gamę kolorystyczną lakierów i różnego rodzaju zdobienia - o jednym z nich napisałam poniżej.

Bardzo przepadam za tym efektem, jest to jedno z prostszych zdobień, które potrafi dodać wyrazistości każdemu maniciurowi. Niestety, na pyłku syrenki od Claresy trochę się zawiodłam. Okazał się chyba jednym z gorszych, z pośród tych które miałam już okazję wypróbować. Dlaczego?

Kolor 
W sklepie Claresa dostępne jest 11 kolorów "pyłku syrenki". Mi spodobał się neonowy róż, nie wiem jednak jak to się stało, ale w mojej paczce znalazł się srebrny, co nie ukrywam bardzo mnie rozczarowało. Moja wizja kolejnego manicure legła w gruzach :) Kolor srebrny, który dostałam jest dość zimny, jednak można go dopasować do rożnych kolorów. Ja połączyłam go z pięknym fioletem. Efekt jaki uzyskałam przypomina mi mroźne sople lodu. 

Wydajność
Tutaj zawiodłam się chyba najbardziej. W pojemniczku znajduje się bardzo mała ilość pyłku. Gdy odkręciłam wieczko, pomyślałam sobie - wystarczy na raz. Na szczęście pyłek użyłam już drugi raz i jeszcze na kolejny raz powinien wystarczyć. Sprawia wrażenie mało wydajnego - żeby nałożyć go na całą płytkę potrzebna jest dość duża ilość, która zasłania całkowicie kolor lakieru.

Trwałość 
Pyłki mają to do siebie, że gdy chce się zetrzeć resztki z opuszków palców, ściera się również pyłek z płytki tworząc brzydkie plamy. Wygląda to bardzo nieestetycznie, przy czym ciężko jest uzupełnić prześwity. Tak samo jest w przypadku tego pyłku. Przy użyciu szczoteczki ściera się większa warstwa, a najlepszym wyjściem z sytuacji jest ponowne nałożenie bazy, lakieru i pyłku na płytkę, co zabiera nam sporo czasu.

Podsumowując: przekonałam się, że pyłek pyłkowi nie jest równy. Niektóre to po prostu drobno zmielone brokaty, których efekt odbiega w rzeczywistości od oczekiwanej "syrenki". W rezultacie najczęściej otrzymujemy brokatowe paznokcie, co nie zawsze wygląda fajnie. Pyłek od Claresy w przeciwieństwie do lakierów niestety mnie nie urzekł. Tym bardziej, że spodziewałam się po nim dużo, dużo więcej.  
Napiszcie w komentarzach jak Wam się podoba mój manicure. Jeszcze się uczę, ale według mnie jest coraz lepiej. Dajcie też znać czy miałyście styczność z lakierami Claresa i jaka jest Wasza opinia na ich temat. 

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger