Czarny,
czarny, czarny – obiecuję, powoli kończę już z tym kolorem, ale to nie moja
wina, że właśnie w tym odcieniu wszystko klei się do moich rąk. Jak widzę coś
czarnego to od razu za to łapie. Jednak wiem - jest wiosna, niedługo lato, a
więc pora ożywić co nie co stylizacje. Poprawię się!
Dzisiaj totalnie inaczej niż zwykle, gdyż postanowiłam napisać Wam co
nieco o moich wiosenno-letnich porządkach. Na początku przyznam jednak, że w
tym roku wyglądały one u mnie nieco inaczej niż zwykle, gdyż 2 miesiące temu
dopiero co przeprowadziliśmy się do nowego domu. Niemniej jednak sprzątania
było co niemiara, a sami też wiecie, że nie da się zawsze utrzymać idealnego
porządku.
Po powrocie z Egiptu moje włosy żyją swoim życiem - są suche, puszą
się i trudno je okiełznać. Niestety, słońce tak na nie działa, ale nie mogłam
sobie go odmówić. Byłam też trochę zaskoczona, gdyż woda z Morza Czerwonego
cudownie je podkręcała, aż zastanawiam się nad zmianą pielęgnacji, czyli kupnem
produktów z solą morską. Wówczas mogłabym zaprzestać ich prostowania, co
znacznie ułatwiło by mi życie i pewnie odbudowało nieco zniszczone kosmyki. Nie
wiem jednak na ile takie kosmetyki będą działały, w końcu to nie będzie to samo
co Morze Czerwone.
Espadryle to jedne z tych rodzajów obuwia, do których długo nie mogłam
się przekonać. Niby na kimś bardzo mi się podobały, ale sama się w nich nie
widziałam. Oczywiście po jakiś czasie stwierdziłam, że muszę w końcu się
przełamać i kupić chociażby jedną parę. Jak się domyślacie nie skończyło się na
tym! W tym momencie uważam espadryle za jedne z wygodniejszych butów, tak więc
chętnie zakładam je na nogi.