Dziewczyny, sprawdźcie jaki macie taboret przy toaletce. To przez niego mogą boleć Was plecy

Coraz więcej z nas robi pazurki w domu - sobie, siostrze, koleżankom albo po prostu po pracy dorabia kilka klientek. Sama czasami siadam wieczorem przy lampie, odpalam serial i robię paznokcie koleżankom. A czasami idę do mojej znajomej kosmetolożki, z którą chodziłam jeszcze do szkoły. No i właśnie od niej usłyszałam dziś coś bardzo prostego:
„Większość dziewczyn wydaje fortunę na lampy i frezarki, a siedzi na taborecie, który rozwala im plecy”.
I wiecie co?
Trochę mnie to uderzyło.
„Przecież to tylko taboret”
Dokładnie tak pomyślałam.
Bo kiedy urządza się swoje małe stanowisko beauty, najważniejsze wydają się:
- lampa,
- frezarka,
- pyłochłaniacz,
- kolory hybryd,
- estetyczne biurko,
- organizery i dodatki.
A taboret?
Najczęściej bierze się pierwszy lepszy. Byle był biały, złoty albo „ładny do zdjęć”.
Problem zaczyna się dopiero po kilku godzinach siedzenia.
Instagram nie pokazuje tego, co dzieje się po pracy
Moja koleżanka powiedziała mi dziś coś jeszcze:
„Na zdjęciach wszystko wygląda pięknie. Ale po 6 klientce większość dziewczyn ledwo prostuje plecy”.
I serio… coś w tym jest.
Bo kiedy robi się paznokcie:
- ciągle pochylamy głowę,
- spinamy barki,
- siedzimy praktycznie bez ruchu,
- garbimy się nad dłonią klientki,
- często podwijamy nogi albo przekrzywiamy biodra.
Na początku organizm to wytrzymuje.
Później zaczynają się:
- spięte ramiona,
- ból karku,
- napięte plecy,
- wiercenie się na taborecie,
- uczucie zmęczenia po kilku godzinach.
I większość dziewczyn uznaje, że „tak po prostu wygląda ta praca”.
Sama złapałam się na tym, że siedzę fatalnie
Po tej rozmowie zaczęłam zwracać uwagę na to, jak siedzę podczas robienia paznokci.
I szczerze?
Katastrofa.
Raz noga podwinięta pod siebie.
Raz całe ciało skręcone.
Raz pochylona tak mocno, że po godzinie bolał mnie kark.
A przecież wiele dziewczyn siedzi tak codziennie przez pół dnia.
Dlatego coraz więcej stylistek zmienia zwykłe krzesła na profesjonalne taborety
Moja koleżanka pokazała mi też, że wiele kosmetolożek zaczęło wybierać taborety siodłowe.
Na początku wyglądają trochę dziwnie — nie oszukujmy się. Sama miałam wrażenie, że przypominają siedzenie od roweru.
Ale podobno chodzi o to, że:
- łatwiej utrzymać proste plecy,
- mniej garbi się sylwetka,
- biodra układają się naturalniej,
- ciało mniej męczy się podczas pracy.
I podobno po kilku tygodniach różnica jest naprawdę odczuwalna.
Kółka i regulacja? Myślałam, że to nieważne
A jednak okazuje się, że właśnie takie rzeczy robią największą różnicę przy codziennej pracy.
Bo jeśli taboret:
- ciężko się przesuwa,
- jest za niski,
- opada podczas siedzenia,
- ma twarde siedzisko,
- zmusza do pochylania,
to ciało zaczyna się męczyć dużo szybciej.
Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że zwykły taboret może aż tak wpływać na komfort pracy.
Najbardziej zaskoczyło mnie jedno
Że wiele dziewczyn inwestuje tysiące złotych w sprzęt, a kompletnie ignoruje własny kręgosłup.
A przecież jeśli robicie paznokcie regularnie — nawet tylko po pracy albo dla znajomych — spędzacie przy tym naprawdę mnóstwo czasu.
I organizm to zapamiętuje.
Jeśli też robicie pazurki w domu — sprawdźcie jedną rzecz
Usiądźcie dziś przy swojej toaletce albo stanowisku dokładnie tak, jak pracujecie na co dzień.
I zobaczcie:
- czy po chwili zaczynacie się garbić,
- czy barki robią się napięte,
- czy wiercicie się na siedzeniu,
- czy plecy zaczynają boleć po kilku godzinach,
- czy ciało jest zmęczone bardziej, niż powinno.
Bo może problemem wcale nie jest ilość pracy.
Może po prostu od miesięcy siedzicie na czymś, co kompletnie nie wspiera Waszego kręgosłupa.
Artykuł powstał przy współpracy z spotbox.pl
Komentarze
Prześlij komentarz