Podsumowanie roku 2017

Rok 2017 był dla mnie bardzo inspirujący. Niestety, nie udało mi się zrobić wszystkiego co sobie zaplanowałam, ale większość rzeczy "odhaczyłam".  Był to przede wszystkim rok poznawania strefy blogowej. Wzięłam udział w kilku spotkaniach blogerek i świetnym evencie Ritual Hair Party z marką Remington, gdzie miałam przyjemność poznać wiele miłych blogerek, z którymi mogłam podyskutować na różne tematy. Ponadto, spełniłam swoje małe marzenie wyjazdu na Majorkę (w końcu mogłam zobaczyć naprawdę błękitne morze i palmy). Na początku wakacji zrobiłam sobie tatuaż i kupiłam nowiutkiego Nikona. Z tych bardziej urodowych spraw: nareszcie zaczęłam zauważać faktyczną poprawę stanu moich włosów i znalazłam kilka kosmetyków, z którymi bardzo się polubiłam. Schudnąć niestety się nie udało, dlatego moim pierwszym postanowieniem noworocznym będzie zrzucenie niechcianego brzuszka.

Poniżej kilka wspomnianych wcześniej wydarzeń z roku 2017 i również pokażę Wam, które kosmetyki pokochałam, a które mnie bardzo zawiodły. Ciekawi? No więc zaczynajmy!

*SPOTKANIA BLOGEREK 
Na początku roku obiecałam sobie, że wezmę udział przynajmniej w jednym spotkaniu blogerek. Spełniłam swoją obietnicę i to aż trzy razy. Na swoje pierwsze pojechałam do Krakowa, było to typowo kosmetyczne spotkanie, na którym tematem przewodnim, jak się domyślacie, były kosmetyki. Dzięki czemu dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy, dostałam wiele przydatnych upominków, a dodatkowo poznałam 11 dziewczyn "po fachu". Na swoje drugie spotkanie, które odbyło się pod koniec sierpnia, wybrałam się do Grodziska Mazowieckiego. To spotkanie nauczyło bardziej technicznych aspektów, które mogę i stosuję, blogując. Ostatnim spotkaniem, na którym byłam, było wydarzenie Ritual Hair Party z marką Remington w Warszawie. Event organizowany był w związku z wejściem na polski rynek nowych produktów do stylizacji włosów Keratin Protect.
W nowym roku mam już zaplanowane dwa spotkania i czekam na nie z niecierpliwością. Tym bardziej, że poznam kolejne dziewczyny, z którymi, póki co, znam się jedynie przez Internet.

*MAJORKA
Nie od dziś wiecie, że lubię poznawać nowe miejsca i zdobywać coraz to nowsze wspomnienia. Wycieczka na Majorkę była jednym z moich małych marzeń, które udało mi się niespodziewanie spełnić w tym roku. Błękitne morze, palmy i złocisty piasek - lepiej być nie mogło. Na tym nie kończę swoich wycieczkowych planów. Mam cichą nadzieję, że w niedługim czasie spełnię swoje jedno z większych marzeń jakim jest wycieczka do Meksyku. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że swoje marzenia spełniam z osobą, na której bardzo mi zależy :)

*TATUAŻ
Dobrze wiem, że dla niektórych osób tatuaże to głupota. Głupotą też jest siedzenie w domu i interesowanie się życiem drugiej osoby. W sumie nie wiem czy to drugie nie jest gorsze, ale dziś nie o tym. Odkąd pamiętam, zawsze podobały mi się tatuaże, oczywiście te nieprzesadzone (ale o gustach się nie dyskutuje). Gdy planowałam swój, chciałam, by był on nieduży i na pewno nie wypełniony. Na początku chciałam zrobić go na plecach, ale stchórzyłam. Miał to być mój pierwszy tatuaż, dlatego też nie chciałam podjąć pochopnie decyzji by później nie żałować. Stwierdziłam więc, że zrobię niewielki tatuaż na nodze i tak też się stało. Na początku czerwca udało mi się spełnić kolejne małe marzenie - kontur kota na prawej nodze.

*NOWY APARAT = LEPSZE ZDJĘCIA
Zakup nowego aparatu planowałam na przyszły rok, jednak przez moją nieuwagę, stary aparat kilka razy spadł na podłogę przez co robił gorsze zdjęcia. Mogłam oddać go do naprawy, kupić lepszy obiektyw, ale poszłam trochę na skróty. Miałam ku temu swoje powody. Poprzedni aparat używałam już około 5 lat i dobrze wiedziałam, że powoli mija jego czas, dlatego rozsądnym krokiem było sprzedanie go. Dodatkowo sprzedaliśmy też stary aparat mojego męża i już mieliśmy połowę kwoty na nowy. Wydaje mi się, że był to kolejny krok do lepszego blogowania. Tak więc kolejne marzenie spełnione.         

Nie wszystko w tym roku było idealne, ale jak to się mówi "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni". I tym oto akcentem przejdę do podsumowania kosmetycznej strony bloga, bo w końcu to jego główna tematyka. 
___________________________________________________________
KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY I KOSMETYCZNE WPADKI
W tym roku na prawdę dużo kosmetyków przewinęło mi się przez ręce. Jedne mogłaby polecić z zamkniętymi oczami, do innych podchodzę z dystansem, a jeszcze na innych po prostu się zwiodłam, ale o tym poniżej (nie bójcie się, nie pokażę Wam kosmetyków z całego roku).
SZMINKI I POMADKI
Szminki i pomadki to moi weekendowi ulubieńcy. W tygodniu "roboczym" sięgam po nie bardzo rzadko. Trochę z wygody, trochę z lenistwa. Mam jednak ich sporą kolekcję, którą pokazywałam już tutaj. Mój wybór to zdecydowanie wszelkie odcienie różu, ale ostatnio postawiłam na dwa całkiem inne kolorki...
______________________________________
METALICZNA POMADKA GOLDEN ROSE
Parę tygodni temu na Instastory, jednej z blogerek urodowych, zobaczyłam metalowe pomadki Golden Rose, które po prostu mnie zachwyciły. Pomyślałam sobie: będą idealne na święta i sylwestra. Długo się nie zastanawiając kupiłam jedną z nich - metaliczny odcień złota. Pomadka zachwyca blaskiem, ale niestety tylko na opakowaniu. Po otwarciu produktu i przetestowaniu go na dłoni dalej byłam pewna, że będzie to mój kolejny ulubieniec. Jednak po nałożeniu pomadki na usta, szybko się przekonałam, że to nie jest to. Kredka ma bardzo delikatną, kremową formułę, a zawarte w niej masło shea i witamina E doskonale nawilżają usta. Niestety po nałożeniu pomadki nie uzyskujemy pięknego metalicznego efektu, a jedynie mocno uwydatnione niedoskonałości. Dodatkowym minusem tego produktu jest zbyt małe napigmentowanie, aby pomadka była widoczna musimy użyć jej sporą ilość.
 ________________
POMADKA EVELINE
Bardzo, ale to bardzo podoba mi się odcień nude na ustach. Nie mogę jednak trafić na kolor, który będzie pasował do mnie i który będzie dobry jakościowo. Podczas świątecznych zakupów, natknęłam się na pomadki Eveline. Były niedrogie i wyglądały całkiem sensownie (zwłaszcza kolor mi się spodobał). Oczywiście standardowym sposobem sprawdziłam odcień na dłoni: O! Świetnie kryje - ale chyba tylko dłoń. Niestety po nałożeniu szminka warzy się na ustach, słabo kryje i nie daje efektu wow. Jak dla mnie kolejna wtopa. 

Podsumowując: nigdy więcej kupując pomadkę nie będę sprawdzać jej jakości na dłoni. Nie jest to żadne porównanie. Każda pomadka prezentuję się inaczej na ustach, inaczej na dłoni.
 TUSZE DO RZĘS
Idealny tusz do rzęs? Pogrubia, wydłuża i nadaje efekt kociego oka. Hmmm... chyba jeszcze żaden nie spełnił u mnie tych wszystkich cech. Czyżby nie było ideału? 
_____________________________
TUSZ DO RZĘS DR. HAUSCHKA
O tuszu do rzęs Dr. Hauschka pisałam w połowie kwietnia tutaj. Tusz mam do dziś i dalej się z nim lubię. Oczywiście nie jest idealny, ale i tak jest on moim faworytem, gdyż doskonale wydłuża i pogrubia rzęsy. Jedyną jego wadą jest to, że nie wysycha - nie brudzi, ale po dotknięciu palcami rzęs, czuję, że są lepkie (nawet po kilku godzinach). 
__________________
TUSZ DO RZĘS JOKO
Tusz do rzęs Joko dostałam na spotkaniu blogerek w Krakowie. Stosuję go okazjonalnie i wiem już, że nie spełnia żadnego z mojego kryteriów. W zasadzie jest bo jest i nic więcej. Kosmetyk ma dość rzadką szczoteczkę, czyli taką która absolutnie nie sprawdza się do moich rzęs. Dodatkowym minusem jest to, że sam tusz jest twardy i ciężko się go rozprowadza po rzęsach. Niestety, ale tusz Joko trafia na listę moich kosmetycznych wpadek.
PODKŁADY POD MAKIJAŻ
Większość kobiet ma problem z doborem idealnego podkładu pod makijaż. Ten sam problem mam i ja. Mam jednak kilku faworytów, do których często wracam n.p.: podkłady mineralne, podkład Vichy, którym uzyskuję idealne krycie bez efektu maski.

Vichy Teind Ideal jest lekki i ma świetną konsystencję, dzięki której można równomiernie rozłożyć go na całą twarz i dekolt. Jest on zdecydowanie moim ulubieńcem wśród podkładów. Więcej na jego temat przeczytacie - tutaj

Ile to ja się oczytałam o tym, że podkład Bielenda dobrze kryje, matowi i nie daje efektu maski. Może u innych blogerek się sprawdza, ale nie u mnie! Matowych podkładów unikam jak ognia (po co stosować matowy podkład, skoro można nałożyć puder?), gdyż uwydatniają wszystkie niedoskonałości. Tak jest i w tym przypadku - przynajmniej u mnie. Podkład faktycznie dobrze kryje i wygląda na bardzo naturalny, niestety uwydatnia wszystko co tylko może. Pamiętacie jak pisałam, że moja twarz wygląda na zmęczoną? Po użyciu podkłady Bielady, moja twarz wygląda na mega zmęczoną, a wszystkie możliwe (nawet te wcześniej niewidoczne) skórki widać z daleka... ale uwaga! Znalazłam na niego sposób. Mieszając go z podkładem Lovely tworzą niezły duet, który sprawdza się u mnie na co dzień. Lekka konsystencja podkładu Lovely idealnie łączy się z ciężkim podkładem Bielada uzupełniając się wzajemnie.

MASECZKA DO TWARZY I KREM NA BLIZNY
________________________________________________________
MASECZKA OCZYSZCZAJĄCO-WYGŁADZAJĄCA EVELINE 
Maseczkę Eveline, widzieliście niejednokrotnie na moim Instagramie. Maseczka ma dość ciężką konsystencję przez co nie łatwo się ją rozprowadza. Ma jednak bardzo przyjemny, delikatny zapach i działa na prawdę dobrze. Świetnie nawilża, oczyszcza i wygładza skórę. Gdy stosuję ją regularnie (2 razy w tygodniu) widzę zdecydowaną poprawę stanu swojej skóry. Sprawdza się idealne po długim męczącym dniu.
_______________________________
KREM Z MASY PERŁOWEJ NOSCAR 
Nigdy nie wierzyłam, że kremy mogą zmniejszyć widoczność blizny. Dlatego też, nigdy po takie nie sięgałam. Będąc na spotkaniu blogerek w Krakowie, otrzymałam wiele kosmetyków, jednym z nich był krem z masy perłowej NOSCAR przeciw bliznom. Stwierdziłam, że jeśli już go mam to wypróbuję. Dlaczego by nie? Zadaniem tego kremu jest rozjaśnienie, zmiękczenie oraz wygładzenie stwardniałych i przerośniętych tkanek blizn. Po miesiącu stosowania, zgodnie z instrukcją nie zauważyłam, żeby blizna była jaśniejsza czy wygładzona. Niestety kolejny kosmetyk do kosza. 

KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI TWARZY

Kosmetyki Dermena i Dermedic polubiłam od pierwszego użycia. Te pierwsze stosuję codziennie rano, natomiast te drugie każdego wieczoru. Obie marki to wysokiej jakości produkty, które fantastycznie sprawdzają się do mojej cery. Doskonale nawilżają, wygładzają i rozświetlają twarz. Z czystym sumieniem mogę je Wam polecić. 
Mam nadzieję, że Was dzisiaj nie zanudziłam i widzimy się ponownie w Nowym Roku! Mam już kilka pomysłów na nowe posty, a wiec liczę, że zostaniecie ze mną dalej, a moje grono czytelników będzie się dalej poszerzać.

W ostatnim dniu 2017 roku, życzę Wam dużo nowych inspiracji, spełnienia najskrytszych marzeń i aby Wasze wszystkie noworoczne postanowienia ziściły się w zbliżającym 2018 roku. 

Do następnego! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger